7 kwi 2015

Rozdział 79

Rozdział dedykowany @princessxleigh @MusicGirl_4ever
________________
Caro przyszła do nas o 16 i prawie dwie godziny szykowałyśmy się na dyskotekę. Diana od pół godziny siedziała na moim łóżku i doradzała mi co mam na siebie założyć. Postanowiłam, że założę sukienkę od Harry' ego, czerwone z wycięty serduszkiem na plecach i złote buty. Wyjęłam kosmetyczkę i zaczęłam się malować, Caro podała mi eyeliner. Spojrzałam się na nią pytający wzrokiem.

- No umaluj się mocniej, przecież możesz.

-No tak, tyle ze ja nie umiem.

- Daj pomogę ci - powiedziała Diana i podeszła do mnie.  Po 10 min miałam już dwie idealne kreski.

- Dziękuję, troszkę dziwnie się czuje. 

-Ale ślicznie wyglądasz - powiedziała Caro.

- Dziękuję, ale wy też ślicznie wyglądacie. 
Usłyszałyśmy dzwonek do drzwi i Caro szybko zbiegła by otworzyć. Ja jeszcze wyperfumowałam się i wzięłam torebkę, za to Diana poprawiła włosy, sukienkę, nałożyła jeszcze błyszczyk.
- Dziewczyny pośpieszcie się, ile mamy cze... - Niall nie dokończył bo zobaczył Dianę. Wyglądała nieziemsko, więc mu się nie dziwi.

- Ślicznie wyglądasz Angel - powiedział Daniel

- Dziękuję - powiedziałam a rumieniec wkradł się na policzki. 

- To co idziemy?- zapytała Caro 

- Ja... jasne - wydukał Niall.


***


Zayn i Caro siedzieli z przodu, a ja, Niall i Diana z tyłu. Daniel jechał swoim samochodem. Kątem oka widziałam, że Horan chce wziąć za rękę Mitchelle. Ona to zauważyła i sama złapała jego rękę, za to Caro patrzyła na Zayna jak by widziała anioła. Świetnie a ja się czuje jak piąte koło u wozu. Oparłam głowę o szybę i zaczęłam cicho śpiewać piosenkę, która leciała w radiu. 

- Jesteśmy - powiedział Zayn wyrywają mnie z zamyśleń. Wysiedliśmy z samochodu i weszliśmy do klubu. Od razu uderzyła mnie fala różnych zapachów, alkoholu, papierosów, potu i... jeszcze czegoś, ale wolę nie wiedzieć co to jest. 

- Idę zamówić drinki - powiedział Zayn a Caro szybko podeszła do niego i poszli razem zostawiając mnie sama z tymi zakochańcami. 

~Nasze zakochańce poszli po drinki a twoje stoją obok - usłyszałam głos Harry' ego w głowie... Tak za nim tęsknię ze to jest nie wyobrażalne. Ktoś złapał mnie za ramię a ja podskoczyłam. Odwróciłam się i zobaczyłam Daniela. Zapomniałam ze w ogóle on z nami jest.

- Przepraszam nie miałem gdzie zaparkować, bo jakiś kretyn zajął mi wolne miejsce koło was. - powiedział marszcząc czoło a ja się zaśmiałam. 
Zajęliśmy miejsca i czekaliśmy na nasze drinki. 


***


Po paru kolejkach już byłam nieźle pijana no, ale w końcu po to tu przyszliśmy. Zaczęłam tańczyć, a piosenka zmieniła się na * https://www.youtube.com/watch?v=EwuwSkMkUQA * Caro i Zayn siedzieli i się obściskiwali, Diana i Niall tańczyli razem, Daniel siedział i prawie usypiał, a ja... a ja sama ruszałam się w rytm muzyki. Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę, wzdrygnęłam się lekko, ale pomyślałam, że to może Daniel się ocknął, więc tańczyłam dalej. Splótł nasze ręce i zaczął ze miną tańczyć. 
Zorientowałam się ze składa mi pocałunki na szyi kierując się mu górze. Objął mnie w talii i przyciągnął do siebie. Nie widziałam twarzy, ponieważ stał za mną, ale jeszcze do tego momentu byłam pewna ze to Daniel, ale to nie był on. Skądś znałam tą osobę, ale nie wiedziałam kto to może być. Te pocałunki, ten zapach perfum, ten dotyk. Przycisnął mnie do siebie jeszcze mocniej, a ja zamknęłam oczy i rozkoszowałam się tą chwilą. Serce mi biło jak bym się zakochała i jeszcze ten zapach... czułam się jak kiedyś. Z rozmyślań wyrwał mnie jego ochrypły głos. 

- Cholernie tęsknie, ale musiałem tak zrobić. Przepraszam.
 Po tym co usłyszałam chciałam się odwrócić. Dotyk zniknął równie szybko jak się pojawił. Odwróciłam się, ale koło mnie nikt nie stał. CO TO DO CHOLERY BYŁO?!!! Zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu Harry' ego co było kompletnie bez sensu, bo przecież on nie żyje. Ale przecież tego głosu nie da się pomylić z żadnym innym. Skierowałem się do naszego stolika i poinformowałam przyjaciół ze zaraz wracam. Daniel który już trochę wytrzeźwiał spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Zignorowałam to i poszłam do łazienki. Ochlapałam wodą twarz i i przejrzałam się w lustrze. 

Przesłyszałam się. Na 100%. To nie prawda. Za bardzo za nim tęsknię i to dlatego. Po prostu spędziłam dzisiaj sporo czasu wśród zakochanych,i odwala mi.

Nawet nie zauważyłam, kiedy łzy zaczęły płynąć mi po policzkach. To nie jest dobry moment. Szybko ogarnęłam się i wyszłam z łazienki. Zaczęłam się kierować w stronę wyjścia, ale zostałam zatrzymana.

Niall.

- Hej, gdzie idziesz? Chodź potańczyć.

- Słuchaj, ja idę się przewietrzyć bo trochę mi duszno - powiedziałam próbując przekrzyczeć muzykę.
- Dobra. Tylko wracaj szybko! - dodał coś jeszcze, ale już go nie usłyszałam.
Byłam już blisko drzwi, kiedy stanęłam jak bym była sparaliżowana.

Nie, nie, nie to nie prawda.

On tam nie stoi i nie uśmiecha się do mnie. To wszystko istnieje tylko w mojej głowie. Za dużo procentów, za dużo ludzi, stres z całego tygodnia.
W końcu udało mi się ruszyć do przodu. Kiedy byłam już na zewnątrz podeszłam do miejsca, gdzie stał przed jakąś sekundą. Widziałam tylko, jak się oddala. Nagle odwrócił się i uśmiechnął jeszcze raz. To nie prawda, jego tam nie ma.

Przecież jego już w ogóle nie ma.

- Harry!!! Harry!!! - zaczęłam krzyczeć. Odwrócił się ponownie, złożył ręce jak do modlitwy i krzyknął:

- Przepraszam, ale muszę. Przepraszam!
Ruszyłam za nim na tyle ile to było możliwe w tych butach. Po paru sekundach stanęłam i rozejrzałam się dookoła. Było ciemno, i nie byłam pewna czy wybiorę dobry kierunek. Może lepiej nie ryzykować... co jeżeli chłopak na motorze jest tutaj i mnie obserwuje? Potarłam ramiona, na których pojawiła się gęsia skórka.

- Hej! Co robisz? - zapytał ktoś za moimi plecami.
Odwróciłam się gwałtownie, żeby spojrzeć prosto w orzechowe oczy Daniela.

- Ja... spojrzałam na ciemną ulicę... wyszłam się przewietrzyć.

Uniósł brwi.

- Sama? Po ciemku?
Wzruszyłam ramionami i spuściłam wzrok.

- Chodź, wróćmy do reszty.
Przytaknęłam, odwracając się raz jeszcze. Wydawało mi się, że postawna sylwetka mignęła mi w ciemności, ale to nie byłoby pierwsze przywidzenie tego wieczoru. Daniel objął mnie ramieniem, chroniąc mnie przed chłodnym wiaterkiem.
Spojrzałam na niego, odczuwając nagły przypływ uczuć.

- Dziękuje.

- Za co? - uśmiechnął się.

- Że jesteś, że nie zniknąłeś jak cała reszta.

- Jaka cała reszta? - zapytał, otwierając drzwi klubu. Drugie wejście nie było wcale przyjemniejsze dla nosa - Przecież wszyscy tu są! -podniósł głos, gdyż muzyka zagłuszyła nas.
Na chwilę wróciliśmy do naszego stolika. Daniel myślał chyba, że będziemy siedzieć, bo zajął swoje poprzednie miejsce. Rozejrzałam się szybko po stoliku. Dostrzegłam nietkniętą szklankę z niebieskim drinkiem. Sięgnęłam po nią i wypiłam jednym haustem.
Daniel spojrzał na mnie z rozbawieniem.

- Rozumiem że jutrzejszy kac na razie cię nie dotyczy?

- Nie w tej chwili - roześmiałam się trochę sztucznie i wyciągnęłam do niego dłoń - Chodź.

Spojrzał na nią, jakby nie bardzo wiedział co ma robić. Podjęłam więc decyzję za niego. Złapałam go za rękę i pociągnęłam za sobą. Stanęłam w miejscu, gdzie tłum był chyba najgęściejszy. Nie widziałam w pobliżu nikogo z naszego towarzystwa, ale to działało na moją korzyść. Lepiej żeby nie widzieli co planuje za chwilę robić.

Mimo że piosenka była bardzo energiczna, a wibracje z basu odczuwało się w całym ciele, zaczęłam kręcić biodrami. Wolno, seksownie... Uniosłam ręce do góry i kiwnęłam palcem na Rossa, żeby do mnie dołączył. Jego otwarte usta i oczy wpatrzone we mnie doskonale wnioskowały o tym, że nie spodziewał się czegoś takiego.

- No rusz się, staruchu! - krzyknęłam.
Uśmiechnął się szeroko, mrużąc przy tym lekko jedno oko.

- Co ty wyprawiasz?

- Ja? Tańczę! Dalej, nie stój tak! - zaśmiałam się, i z rękami w górze zrobiłam kilka obrotów. Przez muzykę usłyszałam jego głośny śmiech.
- Okej. Jak sobie życzysz.
Na początku wyraźnie się krępował, rozglądał się. Po pewnym czasie rozluźnił się, co było widać także po jego ruchach. Usłyszałam pierwsze dźwięki Rihanny.
Zauważyłam, że Daniel próbuje mnie od czasu do czasu dotykać. W pewnym momencie wykonał tak gwałtowny ruch, jakiego się po nim nie spodziewałam. Chwycił mnie za dłoń, odwrócił tyłem i przysunął się blisko, bardzo blisko. Zaczęliśmy poruszać się w jednakowym rytmie. Odchyliłam głowę do tyłu, opierając ją na jego piersi. On pochylił się do przodu. Czułam jego ciepły, szybki oddech na szyi. Chwilę później zastąpiły go jego usta. I już byłam pewna, że to nie z nim tańczyłam wcześniej. To nie był ten sam dotyk, nie te same pocałunki. Ale byłam już tak bardzo pijana, że w tym momencie nie odgrywało to zbyt dużej różnicy.

Odwróciłam się do niego przodem. Nie zaprotestowałam, kiedy pochylił się i delikatnie musnął moje usta, niczym piórko. Uśmiechnęłam się delikatnie dając mu znak, że mam ochotę na więcej. Położył mi dłonie na policzkach i przysunął o pół kroku bliżej. Całowaliśmy się tak długo, że straciłam oddech. Puścił mnie, ale nie zmniejszył odległości między nami. Zresztą, ona właściwie nie istniała. Zamrugałam kilka razy. Daniel patrzył na mnie z... uczuciem? Zmieszana opuściłam wzrok, czując oblewający moją twarz rumieniec.
Delikatnym ruchem odgarnął mi kosmyk włosów. Za chwilę jednak uśmiech zniknął, a na czole pojawiła się zmarszczka. Przyłożył dłoń do mojego czoła.

- Powinniśmy się zbierać! - krzyknął - Nie chce żebyś się rozchorowała!
Pokiwałam głową i pozwoliłam zaprowadzić się do stolika, żeby zabrać swoje rzeczy.


***


Obudziłam się w swoim łóżku, ze strasznym bólem głowy. Nic nie pamiętam co działo się po tym jak wróciłam z Danielem do klubu. Odrzuciłam kołdrę i podreptałam do kuchni po tabletki od bólu. Wzięłam szklankę i poszłam z powrotem do siebie, po drodze natykając się na Nialla w samych spodniach i z koszulką w ręce.

- Hej kochasiu - wychrypiałam.

- Co? Ale ja... Nie... My nic... - wydukał speszony.

- Tylko winny się tłumaczy - minęłam go, przy okazji mierzwiąc mu włosy.
Niall tylko je poprawił, założył bluzkę i zszedł na dół.

- Ale ty wcale nie lepsza! - krzyknął z dołu.

- Słucham? - zdziwiona odwróciłam się gwałtownie.

- No wiesz... Wczoraj widziałem Cię z jakimś typkiem, tańczyłaś z nim... i nie tylko... -mówił, a kiedy widział moją zdziwioną i jednocześnie wystraszoną minę ciągnął dalej - Taki w kręconych włosach i bandance... Chyba go gdzieś widziałem, ale ręki za to nie dam uciąć.

- Czyli jednak to on - powiedziałam sama do siebie, ale blondyn to usłyszał.

- Kto? Dobra nie ważne, muszę lecieć. Pa - podszedł do mnie i przytulił.

- Hej - powiedziałam oszołomiona tym co usłyszałam.
Kręcone włosy wystarczyły mi żeby wiedzieć, że on mówił o Harry'm. Usiadłam na schodach i schowałam twarz w rękach. Nie wiedziałam co w tej chwili czuję: złość, rozczarowanie, smutek, ulgę, radość... Chyba wszystko naraz. To wszystko mnie przytłaczało.
Czyli jednak nie miałam halucynacji. On naprawdę żyje.
Zaczęłam wszystko  analizować i to było niemożliwe, żeby on zmartwychwstał.
Dobra, zacznijmy od początku.
Harry zginął w wypadku, bo wjechał w drzewo i wyleciał przez przednią szybę. Widziałam go bladego, był strasznie zimny i nie oddychał. Przecież nie mógł wstrzymywać oddechu na tak długo. To niemożliwe. Widziałam go w trumnie... nie chwila, nie widziałam, bo rodzice Hazzy nie chcieli. Ale dlaczego, przecież nie był na tyle zmasakrowany, żeby zamykać trumnę. Więc może oni coś wiedzą. No jasne że wiedzą, przecież oni chowali swojego syna. Jeśli w ogóle umarł.
Z zamyśleń wyrwał mnie głos Diany.

- Hejka, co tak tu siedzisz sama?

- A nic, nie ważne... zamyśliłam się - powiedziałam wymijająco i szybko zmieniłam temat - Co robiliście wczoraj w nocy z Niallem? Nie wiem czy dobrze pamiętam, ale chyba coś słyszałam...

- Co? To chyba źle słyszałaś!  -powiedziała i spuściła głowę.
Spojrzałam na nią z miną „Nie udawaj, ja wiem WSZYSTKO”.

- Oj boże, czego ty ode mnie chcesz. Ty święta też nie jesteś - miała coś jeszcze dodać, ale wiedziała, że może mnie to zasmucić.
Wstałam i ruszyłam znowu do swojego pokoju. Założyłam pierwszą lepszą bluzkę, legginsy i kozaki. Przeczesałam szybko włosy i wyszłam z domu po to, by pójść po bułki do piekarni. Kiedy już za nie zapłaciłam i miałam wychodzić wpadłam na kogoś.

- Przepraszam, powinn...ooo, to pan... -rozejrzałam się po piekarni, ale oprócz nas była tylko para staruszków.

- A kto inny? - Daniel spojrzał na mnie z góry i przygryzł wargę.
Wyglądał w tej chwili jak Harry, loki opadały mu na czoło, dołeczki w policzkach były widoczne. Oczy błyszczały mu jak tafla wody w słońcu.
Dobra Angel ogarnij się, to twój nauczyciel.

- No wie pan, nie spodziewałam się, że spotkam pana poza szkołą.
Spojrzał na mnie i uniósł jedną brew.

- Przecież poza szkołą mam życie prywatne, razem też wychodziliśmy. I już mówiłem mów mi Daniel.
Znowu rozejrzałam się z obawy o potencjalnych słuchaczach i posłałam mu lekki uśmiech.

- Hmmm... Masz ochotę umówić się na śniadanie?

- Słucham? - patrzyłam na niego oszołomiona.

- Chciałbym Cię zaprosić na śniadanie - złapał mój podbródek i przybliżył się trochę - Co ty na to?
Wiecie, dyskoteka to inna sprawa, on mógł się tam znaleźć przez przypadek. Natomiast jeśli dwie osoby siedzą przy stoliku, jedzą i rozmawiają trudno to nazwać przypadkiem.
I co ja mam teraz zrobić? Szybko przeanalizowałam za i przeciw.

- Hmmm no nie wiem... to znaczy nie wiem czy wypada. Jesteś moim nauczycielem...

- Co z tego? - zapytał, a kiedy nic nie odpowiedziałam, dodał - Jeśli się tak boisz, możemy wziąć na wynos i pójdziemy do mnie. A jak ktoś ze szkoły nas spotka powiemy, że spotkałaś mnie i chciałaś się dowiedzieć na konkurs, albo o projekcie, w końcu jesteśmy razem... w parze... w projekcie.

- W sumie to było możliwe, że na siebie wpadliśmy przypadkiem. No w końcu tak było.
Spojrzałam na niego, a że był ode mnie wyższy musiałam zadrzeć głowę do góry.
Patrzył na mnie z wyczekiwaniem... i nadzieją.

- Dobrze.
Idąc przez miasto weszliśmy jeszcze do Starbucksa po kawę, rozmawialiśmy trochę o szkole. Zaczął opowiadać o tym, jak studiował. O dziwo, ciekawiło mnie to. Przyglądałam mu się z uwagą. To jak jego włosy opadały w nieładzie na jego twarz kiedy pochylał się, żeby ukryć rumieniec... to było urocze. Był tylko kilka lat starszy ode mnie, ale zachowywał się dokładnie jak... Harry. Na jego wspomnienie poczułam ukłucie w sercu. Łzy zaczęły napływać do moich oczu. Nie tak trudno było sobie wyobrazić, że to właśnie z nim teraz idę. Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. Szybko ją starłam, żeby Daniel nie zauważył, ale chyba mi się nie udało. Stanął przede mną i podniósł mi głowę.

- Co się stało? Coś powiedziałem? - spytał, a w jego słowach słychać było troskę.

- Nie, wszystko w porządku - pociągnęłam nosem.

- Przecież widzę.

- Ok. Cały czas myślę o Harry'm.

- O twoim chłopaku?

- Nie wiem czy mogę go ciągle nazywać moim chłopakiem, skoro... - przełknęłam ślinę - nie żyje.

- Tak mi przykro... Nie wiem co mógłbym zrobić, żebyś przestała być smutna.
Przytulił mnie, a ja wtuliłam się w jego ramiona, nie kontrolując tego co robię. Miałam wrażenie że ten dotyk jest znajomy, ale byłam pewna, że nigdy nie przytulałam Daniela...prawda? Byliśmy w wąskiej uliczce między jednym blokiem a drugim, nikogo tu nie było poza nami. Podniosłam głowę żeby spojrzeć na niego. Chciałam zrobić krok do tyłu, ale nie mogłam przez to, że mnie trzymał. Nawet się nie spostrzegłam, kiedy się pochylił
Zbliżył usta do moich i wyszeptał:

- Dlaczego nie pozwalasz mi się dotykać? Wczoraj to nie było dla Ciebie problemem.
Ocknęłam się i odepchnęłam go lekko.

- Wie pan, ja już pójdę - powiedziałam, naciskając na słowo „pan” i pobiegłam.
Usłyszałam jeszcze za sobą:

- Angie, przepraszam!


***


Wbiegłam do domu zdyszana. Położyłam bułki i poszłam do pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz i rzuciłam się na łóżko. Jak mógł próbować mnie pocałować? ZNOWU?! Ostatni raz kiedy to zrobił obiecałam mu, że pójdę do dyrektora a on znowu spróbował. No dobra jest przystojny i niewiele starszy od nas, ale to nie wyklucza tego, że jest moim nauczycielem.
Poszłam do łazienki wziąć długi prysznic. Zdjęłam z siebie wszystkie ubrania, odkręciłam wodę i weszłam pod strumień.
Zaczęłam sobie przypominać wszystko przez co przechodziłam.
Jak zarabiałam, jak byłam z Lucasem. Jak wszedł pod prysznic w ubraniach, a później zaczęłam się śmiać z jego różowej gumki. Komicznie to wyglądało. Stałam pod prysznicem dość długo. Kiedy już uznałam, że zmyłam z siebie cały ciężar wczorajszego i dzisiejszego dnia owinęłam się ręcznikiem i wyszłam. Ubrałam T-shirt, dresy i bluzę, rozczesałam i wysuszyłam włosy i wyszłam pospacerować. Wzięłam ze sobą jedynie telefon i słuchawki. Włączyłam piosenki i szłam w niewiadomym kierunku. Chciałam odpocząć od tego wszystkiego. Było mi ciężko. Śmierć chłopaka, nauczyciel który mnie całuje. Tego było za wiele.

I co do cholery Daniel miał na myśli mówiąc „Wczoraj to nie było dla Ciebie problemem”?!



__________________________

Dobra teraz trzeba naprawdę przeprosić i się wytłumaczyć.
Miałam troszkę trudne dni w marcu, więc nawet was nie będę okłamywać, że nie miałam czasu przepisać bla, bla, bla. Po prostu nie miałam ochoty przepisywać rozdział.
Zaczęłam przepisywać na telefonie i zapisałam tylko początek. Miałam się zabrać znowu za przepisywanie w sobotę, ale choroba mnie złapała i musiałam poprosić Maję.
Bez niej pewnie kolejny miesiąc nie było by rozdziału.

Jest mi z tego powodu głupio i mam wyrzuty sumienia.

PRZEPRASZAM :(







27 lut 2015

Rozdział 78

Rozmyślanie przerwał mi dzwonek do drzwi. Szybko zerwałam się i podeszłam do drzwi. Przed nimi ujrzałam... piękną dziewczynę.
Nie Harry'ego. Nie chłopaka w czapce, który śpiewał w klubie wczoraj wieczorem.
Tylko dziewczynę. Miała długie blond włosy, niebieskie oczy i szeroki uśmiech na twarzy. Normalny człowiek uśmiechnąłby się kulturalnie i przywitał, ale byłam bardzo rozczarowana.
Laska założyła kosmyk włosów za ucho.

- Cześć... to ty masz mój zeszyt? - zapytała słodziutkim głosikiem.

*Perspektywa Chrisa*

Jechałem do domu jak wariat, poważnie. Nie potrafiłem zrozumieć jak można być takim idiotą żeby coś zgubić, i tego nie zauważyć. A już tak się do niego przyzwyczaiłem... pozostawała mi tylko nadzieja, że sprzątaczka lokalu znajdzie go i zostawi na przechowanie. Że nie znajdzie go żaden z gości... na przykład ona.
Usiadłem przed komputerem i ruszyłem myszką. Ciemny pokój zalało nikłe światło padające z wyświetlacza. Szybko wystukałem adres instagrama, dokładniej jej profilu. Pominąłem zdjęcia jej posiłków, które często dodawała, czy umalowanych paznokci. Skupiłem się na tych, na których była ona. Smutna, albo uśmiechnięta, z Dianą. Przyłożyłem dłoń do ekranu i przesunąłem po jej spikselowanym policzku.
Westchnąłem głęboko i wstałem do kuchni. Wyjąłem butelkę zimnego piwa z zdjąłem kapsel. Zimna ciecz przepłynęła mi przez wciąż ściśnięte gardło. Wróciłem do ciemnego pokoju. Włączyłem następne zdjęcie, nigdy go wcześniej nie widziałem. Była z tym złamasem... właściwie to to zdjęcie było z dzisiaj, sprzed godziny. Musiała robić je Diana, mogłem się założyć.

- Nienawidzę Cię - powiedziałem do komputerowego Rossa.
Zamknąłem jej konto i wszedłem na Facebooka. Opróżniłem butelkę już właściwie do połowy. Bezmyślnie przesuwałem stronę w dół, nie koncentrując się na niczym konkretnym.
Dopiero kiedy wszedłem na jej Fb i zobaczyłem ogłoszenie... coś we mnie aż krzyczało żebym pojechał do niej.

„To jest odpowiedni moment - podpowiadał mi głos w głowie - zobaczysz ją z bliska, dotkniesz, porozmawiasz. Jedź tam. Druga taka okazja może się nie przytrafić. Wyjaśnisz jej wszystko. Jeszcze nie jest za późno. Masz szansę.”

Wyciągnąłem rękę i zamknąłem ze złością laptop. Jednym haustem wypiłem resztę piwa i odstawiłem pustą butelkę na stół. Wstałem i odsunąłem żaluzję z okna.
Muszę być bardziej popierdolony niż myślałem jeżeli uważam, że to wypali.
Ulica była pusta, zepsuta latarnia mrugała wkurzająco tuż przed moim oknem. Zacząłem bębnić nerwowo palcami w parapet.
Myśl kurwa, myśl.
Jednego byłem pewien: nie mogę tam pojechać. I że nie mogę poprosić żadnego chłopaka o pomoc, bo wyśmieliby mnie. Przewróciłem oczami. Została mi tylko jedna możliwość. Niechętnie wyjąłem komórkę z kieszeni. Trudno, muszę odzyskać ten dziennik.
Odczekałem kilka sygnałów, aż w końcu usłyszałem oczekiwany głos w słuchawce.

- Chris?

- Ta... Słuchaj, mam do Ciebie sprawę.

- Jestem do Twojej dyspozycji kotku -odpowiedziała Kamil.
Na jej odpowiedź przewróciłem oczami i kontynuowałem dalej.

*Perspektywa Angel*

- Um... Tak, to ja... proszę, wejdź. - otworzyłam szerzej drzwi i przepuściłam ją w progu. Zamknęłam je na zamek i oparłam się o nie plecami, w duchu licząc szybko do dziesięciu.
Spokojnie, oddychaj.

- Jestem Ange... Angie - wyciągnęłam do niej rękę.

- Kamil - jej białe zęby znowu błysnęły w uśmiechu.

- To... to Twój dziennik?
Kamil zaśmiała się odrobinę sztucznie.

- Oh nie, nie mój. Jest... mojego chłopaka, tak. - potaknęła, jakby sama musiała upewnić się co do swoich słów.
Sięgnęłam na półkę i odrobinę niechętnie podałam go jej.

- Dziękuje.

- Nie ma sprawy. Przekaż... przepraszam, jak on ma na imię?

- Chris.
Oh.

- W takim razie przekaż Chrisowi, żeby na następny raz podpisał go, oszczędzi sobie sporo kłopotu.

- Taak... Z pewnością przekażę.
Potaknęłam, rozglądając się nerwowo ze względu na ciszę, jaka zapanowała.

- To ten... ja już będę uciekać, Chris pewnie już na mnie czeka. Jeszcze raz dziękuje za oddanie go.
Wzruszyłam ramionami.

- Jasne, nie ma sprawy.
Byłyśmy właściwie już przy drzwiach, kiedy podjęłam jeszcze jedną, desperacką próbę.

- A czemu... Chris nie odebrał go sam? - zapytałam niby od niechcenia.

- On... no wiesz... -zaczęła uciekać wzrokiem, widać było że szuka jakiegoś wiarygodnego kłamstwa - No nieważne. Cześć, miło było Cię poznać.

- Taa, Ciebie też... - odparłam z przekąsem i zamknęłam drzwi.
Tak, właśnie oficjalnie straciłam nadzieję.
Nagle rozległy się ciche kroki z góry i u szczytu schodów stanęła w piżamie zaspana Diana. Leniwym ruchem potarła pięścią oko.

- Dzień dobry. Co mnie ominęło?
Nie wytrzymałam, parsknęłam śmiechem.
Diana zmarszczyła czoło i zeszła na dół.

- To znaczy?

- Oh no wiesz, nic ciekawego... Tylko twoja przyjaciółka dostała świra.
Mitchelle rzeczywiście popatrzyła na mnie jak na kogoś z dysfunkcją mózgową, złapała za rękę i pociągnęła do kuchni.

- Chodź, zjemy śniadanie. Chyba dawno nie miałaś nic w żołądku.
W odpowiedzi znowu się roześmiałam.

*Perspektywa Kamil*

Tak jak obiecał, dziewczyna miała ten jego głupi zeszycik i czekała, aż ktoś go odbierze.
Nie fatygowałam się pukaniem do niego, właściwie od zawsze wchodziłam do niego bez uprzedzenia.

-Jeestem! - zawołałam, zatrzaskując za sobą drzwi.
Chris wyszedł z kuchni i popatrzył na mnie z oczekiwaniem.

- No i? Masz go?
Wyjęłam zeszyt z torebki i rzuciłam w jego stronę. Zręcznie złapał, na co musiałam zagryźć wargę.

-Dzięki.
Poprawiłam włosy.

- Nie ma za co.
Położył go na stole, zgarniając stamtąd butelkę piwa.

- Masz jeszcze jedną? - zapytałam, chcąc nawiązać jakąś rozmowę.

- W lodówce. Weź sobie.
Jak milutko. Z drugiej strony zawsze był wobec mnie taki oschły. On mnie odrzucał, a mnie to kręciło jeszcze bardziej.
Usiadłam z alkoholem w ręce na kanapie obok niego.

- To powiesz mi teraz, czemu nie mogłeś iść po to sam?
Chris popatrzył na mnie od niechcenia.

- Po prostu znam ją i nie chciałem się z nią spotkać.
Zmarszczyłam czoło.

- Czyli to twoja eks?
Chris uciekł wzrokiem.

- Można tak powiedzieć.
Odchrząknął i upił łyka.

- Co mówiła?

- No wiesz, pytała czy to jest mój zeszyt...

- Dziennik - poprawił mnie. - Co jej powiedziałaś?

- Że jest twój.
Gwałtownie odwrócił się w moją stronę.

- Coś jeszcze? - wysyczał.
Ścisnęłam mocniej butelkę.

- Nie. Nic więcej.

- Na pewno? -uniósł brew.

- Tak. Tylko tyle.
Oparł się z powrotem na oparcie.

- Powinnaś już iść.

- Oj nie bądź taki, nie wyganiaj mnie...
Założyłam nogę na nogę i przesunęłam moim paznokciem po jego bicepsie. Złapał mnie mocno za nadgarstek i odsunął mi rękę, kładąc na kolanie.

- Zdecydowanie powinnaś iść.

- Okej, okej. - wstałam - A co z moją zapłatą?
Przewrócił oczami, ale wstał i poszedł do pokoju obok. Po chwili wrócił z małą saszetką i wepchnął mi ją do dłoni.

- Ile? - spytałam

- Dziesięć gram.
Wsadziłam ją do torebki i pochyliłam się, chcąc go pocałować w policzek. Nie zdążyłam, bo odsunął się.

- Do widzenia, Kamil - rzucił sucho i wrócił na swoje stałe miejsce.

*Perspektywa Chrisa*

Poszła, w końcu. To niesamowite jak ktoś może być upierdliwy, nawet nieświadomie. Wstałem i wziąłem dziennik do ręki. Jeszcze parę minut temu ona go dotykała. Jej smukłe palce przekręcały te same kartki co ja. Pewnie go czytała, próbując dowiedzieć się do kogo należy. Dobrze, że się nie podpisałem... teoretycznie.
Otworzyłem na ostatniej stronie. W prawym dolnym rogu, czarnym atramentem widniały dwie małe literki.
H.S.
Bez szans, nie mogła tego zobaczyć. Nawet jeśli, nie domyśliła się.
Przerzuciłem szybko wszystkie kartki. Wiecie, to tak jak z książką, która należy do Was. Pożyczacie ją komuś, a kiedy oddaje macie ochotę złoić mu skórę za choćby najmniejsze rozerwanie, zadrapanie czy plamę, które znajdziecie. Dokładnie tak się teraz czułem. Kiedy upewniłem się, że wszystko jest w takim samym stanie, otworzyłem na ostatniej zapisanej przeze mnie stronie.
Od razu zauważyłem słowa, które nie wyszły spod mojej ręki. Przesunąłem palcem po lekko pochyłych, zawijanych literach.
Ona to dopisała.

- Angel - wyszeptałem.
Starałem skupić się na literach, ale nie mogłem. Wyobrażałem ją sobie, pochylającą się nad kartką, skrupulatnie zapisującą słowa które mam teraz przed oczami. Przygryzała wargę, próbując się skupić. Lewą ręką odgarniała włosy, opadające jej na oczy.

- Jezu - jęknąłem i zerwałem się z miejsca.
Zrobiłem kilka rundek po pokoju, żeby się uspokoić. Czułem jakby dziennik mnie przyciągał, żebym przeczytał nowe zdania zapisane w nim. Logika podpowiadała mi jednak, żebym tego nie robił, że to może mieć złe konsekwencje.

- Pieprzyć logikę - mruknąłem i znowu usiadłem.
Moje oczy przesunęły się po słowach minimum dwa razy, zanim zacząłem czytać ze zrozumieniem. 

„Oddałabym Ci mój ostatni oddech, jeśli tylko byś tego potrzebował”

„Dziura w moim sercu ma twój kształt i nikt inny do niej nie pasuje”

To naprawdę są jej słowa? Ja... nie wiedziałem, że ona tak się czuje... Zacząłem nerwowo skubać wargę.
Moje myśli zaczęły krążyć wokół niej. Ile łez wylała przeze mnie? Ile razy... zrobiła sobie krzywdę? Może i Caroline i Zayn są jej przyjaciółmi, ale nie wiedzą co się dzieje za drzwiami, kiedy wychodzą.
Najgorsze zawsze są noce. Wtedy jest najtrudniej, najwięcej się myśli, rozważa. Czy to wtedy Angel najbardziej się martwi? Ile bezsennych nocy ma za sobą?
Czy obwinia siebie za to, co się stało?
Kurwa.
Wstałem i wcisnąłem ręce głęboko do kieszeni. Tak cholernie mnie ciągnęło do pokoju obok. Wiedziałem, że pożałuję przeczytania tego. Nie sądziłem tylko, że to nastąpi tak szybko. Poczłapałem do lodówki i chciałem wyjąć piwo, ale okazało się, że skończyło się. Nie pojadę do sklepu, bo wiem czym to się skończy. Pojadę do niej.
A te konsekwencje będą znacznie gorsze.
W końcu wszedł em do tego samego pokoju z którego przyniosłem zapłatę. Otworzyłem szufladę, a później uniosłem jej drugie dno. To tam trzymałem... wszystko. Wyjąłem jedną i poszedłem do łazienki. Pochyliłem się nad umywalką i ochlapałem się zimną wodą.

- Ogarnij się człowieku! - powiedziałem sam sobie
Spojrzałem na swoje odbicie.

- Kim ty kurwa jesteś?
Wysypałem zawartość na pralkę. Rozdzieliłem na dwie części. Wyrównałem palcem w dwie proste linie.
Pochyliłem się i wciągnąłem jedną kreskę, później drugą.
Odchyliłem głowę.
Znałem odpowiedź na własne pytanie.

Jestem ćpunem.


_________________________
Przepraszam, że dodaje rozdział dopiero teraz ale nie miałam kiedy napisać rozdziału a później nie wiedziałam co napisać i nie miałam weny. Gdyby nie Maja nie było by rozdziały jeszcze długo.

Ale chciałam wam to jakoś wynagrodzić i dlatego wstawiam nowy zwiastun a raczej pierwszą część tego zwiastunu.

https://www.youtube.com/watch?v=Ux2FFBwjADQ


Mam nadzieje że się spodoba

Przypominam o #nyaPL

3 lut 2015

Rozdział 77

"Uświadomiła sobie w końcu, że być może most ten spłonął już dawno temu, a ona po prostu nie potrafiła tego dostrzec. Przez ten cały czas spacerowała spalonym mostem, nie mogąc znieść myśli, że jest on jedynie ruiną, zgliszczami, na których nigdy nic już nie wyrośnie".

...nagle w głowie zaświtała mi pewna myśl. Pragnąłem zrealizować ją, zanim stracę odwagę. Wstałem od stolika...

Podszedłem do gościa przy sprzęcie i poprosiłem go, żeby puścił Bruno Mars - When I Was Your Man. Podniósł kciuk do góry, a ja założyłem moją czapkę na głowę, a notes włożyłem do tylnej kieszeni. 
Wszedłem na scenę i stanąłem przed mikrofonem i jak tylko usłyszałem muzykę zacząłem śpiewać i odpłynąłem.


Wszystkie wspomnienia, uczucia, emocje które tak długo trzymałem w sobie, którym nie pozwałem wyjść na zewnątrz. Teraz nie miałem wyjścia, musiałem pozwolić inaczej bym wybuchł.

ONA. TEN DUPEK KTÓRY NIE UMIAŁ JEJ UTRZYMAĆ PRZY SOBIE. KTÓRY JĄ KRZYWDZIŁ, I..... ON 
KTÓRY POTRAFIŁ JĄ URATOWAĆ, ALE TEŻ SKRZYWDZIĆ 

Odważyłem się otworzyć oczy i ukradkiem spojrzeć na nią, nie patrzyła się w stronę sceny, była zajęta tym kimś, a ja śpiewałem dalej. 
To jest takie trudne, myśl że się już wszystko straciło i to nie wróci. Pojedyncza łza kreśliła niewidzialną ścieżkę po moim policzku. 

Piosenka zbliżała się do końca, a ja nie chciałem kończyć. Wspomnienie jej ciepłych ust na moich i jej rąk na moim ciele, dobija mnie jeszcze bardziej. JA TAK BARDZO ZA NIĄ TĘSKNIE.
Teraz patrzyłem w jej stronę i śpiewałem ostatnie słowa i miałem tylko nadzieje że zrozumie że to do niej.

"Choć to boli, będę pierwszy który powie, że się pomyliłem.
Oh, wiem, że pewnie jest już za późno,
By się starać i przepraszać za moje błędy,
Ale chcę, żebyś wiedziała:
Mam nadzieję, że on kupuje Ci kwiaty i trzyma Cię za rękę.
Oddaje Ci cały swój czas, kiedy ma szansę.
Zabiera na każdą imprezę, bo pamiętam jak bardzo kochałaś tańczyć.
Robi te wszystkie rzeczy, które ja powinienem był robić, kiedy byłem Twoim mężczyzną.
Robi te wszystkie rzeczy, które ja powinienem był robić, kiedy byłem Twoim mężczyzną."

I w tym momencie się odwróciła. Zobaczyłem tylko w jej oczach łzy i już wiedziałem, że zrozumiała.
Poprawiłem czapkę i zauważyłem, że wstała od stolika.

NIE, NIE MOGĘ NA TO POZWOLIĆ. 

Zbiegłem ze sceny tak szybko jak tylko mogłem i skierowałem się do wyjścia. Kiedy poczułem świeże powietrze, zorientowałem się, że nie mam w kieszeni dziennika. 

- Cholera - powiedziałem sam do siebie. 
Nie mogłem tam wrócić. 

*Perspektywa Angel*

Podeszłam pod scenę, ale jego już nie był. Byłam pewna, że to Harry ten głos jak śpiewa. tak właśnie brzmiał kiedy pisał swoją piosenkę.
Spuściłam głowę i zobaczyłam jakiś notes, więc schyliłam się, żeby go podnieść. 
Kiedy wyprostowałam się poczułam, czyjąś rękę na ramieniu.

- Wszystko w porządku? - zapytał Daniel.

- Ymm tak - powiedziałam chowając notes do torebki.
Uśmiechnęłam się do niego i wróciliśmy do stolika.

Cały wieczór myślałam o tym co się stało. Głos Harry'ego. Tego nie da się wymyślić. A może jednak. 
Ale on nie wyglądał jak Harry. Nie widać było jego ślicznych loczków. Za to ta czapka. Harry nigdy nie zakładał czapek z daszkiem.

- Angel może cie odwiozę hmm, nie wyglądasz za dobrze. - powiedziała Diana.

- Dobrze - uśmiechnęłam się słabo. 


***

Jechaliśmy w ciszy, ale Diana przerwała ją.

- Ok Angie. Co się do jasnej cholery z tobą dzieje?

- Nic się nie dzieje. Po prostu boli mnie głowa. - powiedziałam wymijająco.
Nie chciałam jej mówić o tym co myślę, bo i tak by mi nie uwierzyła. 

- Angel przecież widzę, że coś jest nie tak. - powiedziała ale ja się nie odezwałam a ona mówiła dalej. - Czemu się tak zerwałaś coś się musiało stać Daniel coś ci powiedział?

- Nie to nie o niego chodzi.

- Ok. Dobra  nie chcesz mówić to nie mów, ale musisz mi powiedzieć co jest między tobą a Danielem.

- Bardzo go lubię i on mnie chyba też, ale nie wiem czy ta znajomość zmieni cię w coś innego.
Diana spojrzała na mnie zabójczym wzrokiem.

- Kochana, wy już się zachowujecie jak para.
Przewróciłam oczami i nie odpowiedziałam.

- No dobra widzę, że jesteś mało rozmowna dziś.


***

Diana przywiozła mnie do domu a sama jeszcze pojechała do klubu. 
Weszłam do domu, rozebrałam się i od razu skierowałam się do pokoju. Położyłam torbę na łóżku i poszłam wziąć prysznic i wreszcie odpocząć. 
Kiedy poczułam strumień letniej wody na mojej skórze, wiedziałam że tego mi było najbardziej brakowało. Myślami wróciłam do klubu i tego co się dziś stało. 

Ok zacznijmy od początku. 
Siedziałam z Danielem, Dianą i Niallem. Ross mówił jak to kiedyś zrobił psikusa swojemu nauczycielowi. Nie sądziłam, że jest taki zabawny. Potem Diana i Niall o czymś tam opowiadali, później Ktoś wszedł na scenę i nie zwracałam na to dużej uwagi dopóki nie zorientowałam się, że
znam ten głos. Kiedy się odwróciłam ten ktoś opuścił głowę i wybiegł, upuszczając...... NOTES.

Nie zajrzałam do niego!
Zakręciłam wodę szybko się wytarłam założyłam pidżamę i wróciłam do pokoju.
Siadłam na łóżku i otworzyłam notes. Byłam bardzo ciekawa co tam jest, wiec najpierw sprawdziłam czy nie jest gdzieś podpisany i czy nie ma żadnego kontaktu do właściciela, ale nic takiego nie znalazłam. 

Po przeczytaniu kilku kartek, stwierdziłam ze to nie notes tylko dziennik, gdzie są zapisane różne cytaty. Były różne, smutne, wesołe, na każdy dzień i humor.

"To wszystko zaczyna się właśnie w nocy. Jestem jedynym człowiekiem, który ma własne kino, ale z tego kina nie może wyjść. I to są właśnie moje noce."

"Nigdy naprawdę nie zrozumie się człowieka, dopóki nie spojrzy się na sprawy z jego punktu widzenia (...) dopóki nie wejdzie się w jego skórę, nie pochodzi się w jego skórze po świecie."

Miałam tak z Lucy, kiedy dowiedziałam się, że musi być pilnowana, bo mafia może jej coś zrobić.

"Gdy się na kimś zawiedziesz, to chwilowy ból. Wiesz co boli najbardziej? Najbardziej boli gdy czekasz i się nie doczekasz, gdy Twoje czekanie zostanie podsumowane cierpieniem i gdy wierzysz tak mocno, że gdy zdajesz sobie sprawę, że to nie nastąpi - tracisz wiarę we wszystko"

Skąd ja to znam.

"W pewnym momencie możesz spotkać kogoś, kto będzie dla Ciebie doskonały, w najmniejszych molekułach zaprojektowany by być Twoim największym skarbem i źródłem radości. Ta osoba może albo całkowicie Cię uszczęśliwić, albo totalnie zmiażdżyć."

Hmm...

"Naj­piękniej­sze są dni, w ciągu których pot­ra­fimy być tak po pros­tu bez­gra­nicznie szczęśli­wi i sa­mi nie wiemy z ja­kiego powodu."

"O praw­dzi­wej ra­dości możemy mówić wte­dy kiedy z uśmie­chem na twarzy pot­ra­fimy znieść wszys­tkie krzyw­dy i upokorzenia." 

To tylko kilka z tych wszystkich cytatów.  W pewnym momencie nie było już nic zapisane, ale wydło mi się to dziwne, że tylko pół, nawet nie, dziennika jest zapisane, więc kartkowałam dalej. Nagle znalazłam cytaty zapisane czarnym piórem oraz całkiem innym pismem niż te na początku. Zaczęłam je czytać. Były idealnie opisujące to co było między mną a Harry'm

"Chciałbym odzwyczaić się od wszystkiego, móc wszystko od nowa widzieć, od nowa słyszeć, od nowa czuć."

"Co to jest zdrada? 
To, że idziesz z kimś do łóżka na jedną noc? A może to, że gadasz z kimś przez całą noc o rzeczach, o których nigdy byś nie powiedział partnerowi?"

"Czasem obracam się i czuję w powietrzu Twój zapach i nie mogę, kurwa, nie mogę nie wyrazić tego potwornego kurewsko koszmarnego fizycznego bólu kurewskiej tęsknoty za Tobą. ”

Jezu czuje dokładnie to samo. Też tak się czułam kiedy zakładałam jego rzeczy kiedy jego już nie było.
Nie mogłam się powstrzymać i dopisałam tam swoją notatkę pod tym cytatem. 
"To dziwne jak bardzo pasuje ten cytat do dwóch osób, które prawdopodobnie się nie znają"

Mam nadzieje, że ten ktoś nie obrazi się, że dopisałam coś w jego dzienniku i planowałam dopisać jeden cytat, który dotyczył mnie jeszcze jak był przy mnie Harry, oraz dwa cytaty które dotyczą mnie teraz.

"Ale kiedy pojawiasz się, ból znika, i nie potrzebuje nikogo innego bo wiem że, jak co noc, zagubimy się oboje poszukując sztucznego raju."

Tak bardzo teraz za nim tęsknie.

"Od­dałabym ci mój os­tatni od­dech, jeśli tyl­ko byś te­go potrzebował... "

"Dziura w moim sercu ma twój kształt i nikt inny do niej nie pasuje."


***

Wczoraj przed snem, jeszcze weszłam na Fb i umieściłam ogłoszenie o tym, że znalazłam dziennik i żeby właściciel zgłosił się do mnie.

Ktoś napisał do mnie sms-a, że przyjedzie dziś po niego w południe , więc teraz czekam. Strasznie się boje tego wszystkiego, ale to chyba by było głupie gdyby Harry pojawił się przed moimi drzwiami tak jak gdyby nigdy nic. Rozmyślenie przerwał mi dzwonek do drzwi. Szybko zerwałam się i podeszłam do drzwi. Przed nimi ujrzałam...

_____________________________

Przez to, że tak długo nie było rozdziału postanowiłam dodać troszkę dłuższy.
Było ciężko, ale jest.
I przepraszam za wszystko,

Mam nadzieje że wam się podobało, ale znając moje szczęście to kiedy ja pisałam rozdział będzie mniej komentarzy.

i nie zapomnijcie o #nyaPL

20 sty 2015

Rozdział 76

*Perspektywa Chrisa*

„Leżałem w ubraniu na łóżku i myślałem o tym, że stoją tu różne meble, leżą książki, wiszą obrazy, ale to wszystko nie ma sensu. Ja też tu leżę, i też nie mam sensu.”

Wszystko zmieniało się z dnia na dzień. Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, że kupię w antykwariacie taką książkę, wyśmiałbym go. Nawet trudno nazwać to książką, to był po prostu czyjś stary dziennik. Sprzedawca był tak szczęśliwy, że pozbędzie się tego starocia, że oddał mi go za darmo.

A mnie każde słowo, każde zdanie zawarte w nim ugadzało prosto w serce.

Dokładnie to robiłem w tej chwili. Leżałem na łóżku i myślałem o wszystkim i o niczym. Jedna myśl wałkowała się w kółko: „nie mam sensu”. Może poetą nie jestem, ale zacząłem dopisywać również swoje notatki. Nigdy nie prowadziłem dziennika, teraz nie miałem z kim podzielić się tym wszystkim, co siedzi w mojej głowie. Ale postanowiłem trochę z tego przelać na papier.

Popatrzyłem na komórkę, która od pewnego czasu bezustannie wibrowała. A wszystkie połączenia były tych samych osób: Cameron, Liam, Louis i oczywiście Kamill.
Moi nowi „przyjaciele”.

Przerzuciłem kartkę.

"Myśl żeby się zabić zawsze przychodziła nocą. O drugiej albo trzeciej nad ranem ktoś siadał na brzegu wersalki i przekonywał."

Tak, to też prawda. Co za różnica, czy umrę dzisiaj czy jutro. Dla TEJ osoby i tak już umarłem. Kilka dni niczego nie zmieni. A dzisiaj była już połowa października.

Wyświetlacz znowu się zaświecił. Kurwa, czy ona nie odpuści?! Chwyciłem komórkę i wcisnąłem zieloną słuchawkę.

- Czego - warknąłem.

- No heeej - rozległ się śpiewny głos Kamil - Planujemy z chłopakami wyjść dzisiaj na miasto, dołączysz się?

- Nie - odpowiedziałem krótko.

- Chriiis, nie bądź taki, bez Ciebie będzie nudno!
Boże, jaka ona jest upierdliwa...

- Powiedziałem nie.

- Chris, proszę... Znowu pójdziemy do tego klubu karaoke co ostatnio. Chyba Ci się tam podobało, prawda?
Potarłem czoło. Jeżeli tam pójdziemy, może znowu ją zobaczę. Może znowu usłyszę jak śpiewa... Dawno nie byłem tak blisko niej z obawy, że mnie zauważy, rozpozna. A tam będzie tłum.

- Chris, jesteś tam?
Zorientowałem się, że przez dłuższy czas nie odzywałem się.

- Um tak, jestem. W porządku, idę z wami.
Kamill pisnęła głośno, aż odsunąłem głośnik od ucha.

„Najchętniej chciałoby się wszystko rzucić, położyć się w domu do łóżka i o niczym więcej nie słyszeć”.

Tylko, że nic w życiu nie jest takie łatwe.


***

Chwyciłem butelkę i upiłem kolejny łyk piwa. Kamill wpatrywała się we mnie pijackim wzrokiem. Starałem nie stracić kontroli, ale przy niej to było naprawdę ciężkie. Jeszcze gorzej, że siedziała na wprost mnie.

- Po co Ci ta czapka? - wybełkotała.

- Potrzebna - mruknąłem.

- No ale po coo, przecież jesteśmy w budynku - zachichotała.
Olałem ją i rozejrzałem się po klubie. Ani śladu po tej, której szukałem. Głupi byłem, że myślałem, że będzie tu akurat dzisiaj, w tym samym czasie. Takie rzeczy tylko w książkach. Louis położył głowę na stole i ziewnął szeroko.

- Nudno tu dzisiaj, nie sądzicie? Poszedłbym już do domu.
Reszta chłopaków mu przytaknęła, a Kamill podłączyła się do mojego piwa. Kiedy sprawdziłem godzinę okazało się, że siedzimy już dobre trzy godziny. Nawet nie zauważyłem kiedy to się stało.

Za chwilę Kamill przesiadła się koło mnie i uwiesiła mojego ramienia.

- Jezu - mruknąłem pod nosem.
Cameron zaczął się śmiać, ale nieskutecznie próbował ukryć to kaszlem. Zrugałem go wzrokiem.

- Zetrzeć Ci ten krzywy uśmieszek z twarzy!? - warknąłem, zaciskając dłonie w pięści.

- Wyluzuj - uniósł dłonie w geście bezbronności.
Liam wstał i pociągnął za sobą Kamill. Spojrzałem na niego z wdzięcznością, na co puścił mi oczko.

- Chodź Kamill, odwieziemy Cię do domu kotku.
Louis odwrócił się przez ramię i zmarszczył brwi.

- Nie idziesz?
Pokręciłem głową.

- Jeszcze trochę zostanę.
Lou wzruszył ramionami i poszedł za resztą grupy. Wstałem i podszedłem do baru, zamawiając kolejne piwo. Czekając na odbiór zamówienia, spojrzałem na drzwi, które wciąż pozostawały zamknięte.

Dzisiaj chyba nie mój dzień.



Kiedy w końcu dostałem piwo, wróciłem do stolika. Zdjąłem bejsbolówkę, bo rzeczywiście było mi w niej trochę gorąco. Później wyciągnąłem z tylnej kieszeni dziennik i mały długopis. 

„Czuję Twój zapach. 
A przecież nigdy Cię tu tak naprawdę nie było. „

W pewnej chwili poczułem to. Że ona tu jest, w tym samym miejscu, tak bardzo blisko mnie. Bałem się odwrócić, ale w końcu zrobiłem to.

Była tam, olśniewająca, piękna jak zwykle. Zlustrowała wzrokiem salę, szukając wolnego miejsca. Szybko opuściłem głowę na dół, a mój oddech przyspieszył. Po chwili odważyłem się spojrzeć znowu. Siedziała już z przyjaciółmi, Dianą i Niallem. I jeszcze kimś. Zmrużyłem oczy, przyglądając mu się uważnie.



Nie do wiary.

Koleś wyglądał jak pierdolona kopia...... Mógł być trochę starszy od niej, i to o ładnych parę lat. Siedzieli naprzeciwko siebie, rozmawiając. W pewnym momencie powiedział jej coś, co wywołało u niej szeroki uśmiech. Opuściła wzrok, zawstydzona. 

Zacisnąłem dłoń na długopisie, łamiąc go na pół.

Była szczęśliwa, prawda? Uśmiechała się, nie była smutna. Więc dlaczego to tak kurewsko zabolało?!
Nagle w głowie zaświtała mi pewna myśl. Pragnąłem zrealizować ją, zanim stracę odwagę. Wstałem od stolika...

________________________
81,500

JEZU DZIĘKUJE, DZIĘKUJE, DZIĘKUJE.
Jesteście wielcy
nawet nie wiecie jak ja was kocham za to, że wgl to czytacie. Chciała bym kiedyś z wami wszystkimi się spotkać i podziękować, ale wiem to niemożliwe :(.
No ale i tak wam bardzo dziękuje. Maja pewnie też wam dziękuje za to.


I wiem znowu będziecie mi, żebym nie przepraszała, ale ja i tak muszę was przeprosić za to że nie dodałam wcześniej rozdziału, ale zaczął mi się już nowy semestr i muszę mieć dobre oceny z niektórych przedmiotów bo za rok ich nie będę miała i będą już na świadectwie skończenia szkoły. No, ale chyba to wiecie, Maja ma to samo.

No, ale mniejsza o to, jak wam poszedł pierwszy semestr dobrze, źle, tak sobie?


#nyaPL




5 sty 2015

Rozdział 75

„Kazali nam wierzyć, że miłość, ta prawdziwa,zjawia się tylko jeden raz w życiu i do tego zazwyczaj przez trzydziestym rokiem życia. Nie powiedziano nam, że miłość nie jest sterowana i nie przychodzi w ściśle określonym czasie” - John Lennon

Weszłam do otwartej sali językowej, zatrzaskując za sobą drzwi. Daniel spojrzał zaskoczony, ale kiedy zobaczył że to ja, uśmiechnął się szeroko.

- Dzień dobry.

- Ja ci zaraz dam dobry!
Rzuciłam torbę na podłogę i podeszłam do biurka.

Niee, wcale nie byłam zła. Położyłam ręce na jego papierach i pochyliłam się, żeby mieć oczy na poziomie jego.

- Co ty odwalasz, hm? Pierw ta akcja z parami. Potem ten pocałunek, a teraz jakiś konkurs i pieprzone zajęcia indywidualne z tobą. Możesz mi wytłumaczyć?
Daniel odłożył długopis i popatrzył na mnie z bezczelnym uśmiechem. Chwilę później jego wzrok zjechał na mój dekolt. Odsunęłam się i założyłam ręce, zasłaniając go. Daniel oparł się na krześle. Świnia.

- Po prostu uważam, że masz talent do języka. Szkoda byłoby go zmarnować, nie sądzisz? Poza tym masz dużą szansę na wygranie. A za pocałunek już przeprosiłem.

- Wiesz co, w porządku. Pomożesz mi w projekcie, i w przygotowaniu do konkursu. W środy i w piątki. Ale jeśli jeszcze raz mnie pocałujesz, przysięgam, powiem dyrekcji, że mnie molestujesz.
Uśmiech Daniela nie gasł.

- Zrobiłabyś to?
Przybrałam wyzywającą pozę.

- Chcesz się przekonać?

- Okej, okej. A co jeżeli mnie o to poprosisz?

- Ja? Miałabym Cię prosić, żebyś mnie pocałował?
Zaśmiałam się ironicznie.

- Chyba w twoich snach.

- Ale co jeżeli? - nalegał.

- Uwierz mi, że to się nigdy nie stanie.
- Jesteś tego bardzo pewna. Nie powinnaś.
Przez kilka sekund mierzyliśmy się wzrokiem. Nie miałam zamiaru pierwsza odpuszczać. Przy okazji zauważyłam, że koszulka, którą miał a sobie, świetnie opinała jego, przypuszczam, umięśnione ciało.

- Przekonamy się - powiedział.

- Raczej nie.
Kiedy wyszłam, pewność mnie opuściła. Kiedy na mnie patrzył chciałam, żeby mnie pocałował. A nawet więcej.


*tego samego dnia po południu*

Jak ja uwielbiam zaskakiwać Dianę. Chociaż w tym wypadku zaskoczona byłoby chyba za mało powiedziane. Diana była  w szoku.
Siedziałyśmy w kuchni, pałaszując przygotowaną na szybko kolację. Jej widelec zawisł w powietrzu, a ja mogłam obserwować zawartość jej buzi.

- Ale, że tak samo wygląda?

- Przysięgam, jest prawie identyczny.
Diana odłożyła sztuciec.

- Jeśli nie zrobiłaś mu zdjęcia, zamorduję cię.
Udałam zawstydzoną.

- Przykro mi...
- I masz się z nim spotykać dwa razy w tygodniu?
Przewróciłam oczami.

- To tylko zajęcia dodatkowe, nic więcej.
Diana poruszyła sugestywnie brwiami.

- Uważaj bo Ci uwierzę.
Zaśmiałam się nerwowo, przypominając sobie moje myśli po wyjściu z klasy. Nagle spoważniałam.

- Nie, mówię serio.
Diana zmarszczyła czoło.
- Angie, ale dlaczego?
Zaczęłam bawić się jedzeniem na talerzu.

- To nie jest czas na nowy związek.
Moja przyjaciółka wstała i kucnęła tuż obok mnie.

- To jest jak najbardziej najodpowiedniejszy czas.
Pokręciłam głową.

- Nie, Diana. I nie sądzę, żeby to miało się szybko zmienić.
Chwyciła za moją dłoń i uścisnęła ją lekko.

- Myślę, że to jest właśnie to, czego chciałby Harry.
Zagryzłam wargę.

- Żebyś była szczęśliwa, zamiast ciągle płakać.

- Nienawidził, kiedy płakałam - powiedziałam cicho.

- No widzisz... Nie mówię Ci, że masz zacząć spotykać się z kimś już od dzisiaj i od razu wchodzić w poważny związek. I nie mówię też, że to ma być Daniel. Pomyśl tylko nad tym, że twoje życie biegnie dalej. Nie możesz żyć przeszłością, bo to nie ma sensu. Jej nie da się już zmienić, a przyszłość jest jeszcze nienapisana.
- Tylko, że ja naprawdę jestem zmęczona traceniem ludzi.

- Mnie się tak łatwo nie pozbędziesz.
Przytuliłam ją bardzo mocno, w pewnym sensie jako podziękowanie za to co powiedziała, ale głównie za to, że tu jest.

- Dziękuje, kochana.
Diana pocałowała mnie w policzek i uśmiechnęła się.

- No dobra, a teraz jedzmy dalej, bo zaraz padnę z głodu.


Kilka dni później

Byłam w trakcie robienia prania, kiedy do łazienki niczym błyskawica wleciała Diana. Ledwo zarejestrowałam ten fakt, więc odwróciłam się do niej z lekką obawą. Jej policzki były zaróżowione, a twarz roześmiana. Zbytnio ten fakt mnie nie zdziwił, była przecież na randce z Niallem. Zawsze wtedy wracała taka rozchichrana, ale dzisiaj coś zwróciło moją uwagę w jej zachowaniu, ale nie potrafiłam stwierdzić co.

- Angie, o mój boże, pewnie za chwilkę pomyślisz że jestem psychiczna albo coś, ale o kurde wiem co widziałam a jak mi nie wierzysz to Niall też tam był i też go widział o mój boże to jest niemożliwe, ale jestem pewna!!
Wybałuszyłam oczy. Wow, dużo słów jak na jeden oddech.
Złapałam ją za ramiona, próbując zwrócić jej uwagę.

- Hej, hej, oddychaj.
Po paru sekundach w miarę się uspokoiła, chociaż wciąż była rozkojarzona.

- Już w porządku?
Pokiwała głową.

- Więc teraz spokojnie powiedz mi, co się stało.

- Widziałam go, ja naprawdę go widziałam!

- Kogo?

- Harry'ego!
Zdębiałam.

- Kogo?!

- No Harry'ego!
- Tego Harry'ego?

-Tego samego!
Naprawdę popatrzyłam się na nią jak na wariata.

- Diana, czy uderzyłaś się w głowę?

- Co? Nie! Widziałam go! Szedł sobie po szkolnym parkingu, akurat tamtędy przejeżdżaliśmy... To był on!
Wzięłam głęboki wdech i powoli wypuściłam powietrze.

- Diana, Harry nie żyje. Widziałaś kogoś innego, rozumiesz. Kogoś innego.

- Ale Angie, jestem pewna!

- Posłuchaj. Jest ciemno, wy byliście w ruchu. Wiele jest chłopaków podobnych do Harry'ego. Musiało Ci się przywidzieć - powiedziałam z naciskiem.
Diana patrzyła na mnie z uparciem, jakby oczekiwała, że jej uwierzę. Ale to tak jak uwierzyć, że jednorożce są prawdziwe.

- Przepraszam, muszę dokończyć pranie.
Przyjaciółka patrzyła na mnie jeszcze przez chwilę, po czym bez słowa wyszła z łazienki. Rzuciłam bluzką, którą właśnie trzymałam.
Tak bardzo chciałabym, żeby to była prawda. Ale ja wiedziałam, jaka ona jest. Harry nie żyje i nigdy nie wróci. Chociaż to boli jak zderzenie z tirem, to fakt.
Ale nadzieja jest matką głupich.



 ________________________

Mam nadzieje, że rozdział się podoba.
chyba nic więcej nie napisze jak tylko to że przypominam o hashtagu #nyaPL

24 gru 2014

Rozdział 74

Poprawiłam torbę na ramieniu. Bosko, kolana mi się trzęsą. I niby czemu? Zapukałam głośno do drzwi i nacisnęłam klamkę. Daniel zerknął na mnie znad jakiś papierów i wskazał mi ręką, żebym weszła. Siadłam przy tej samej ławce, w której siedzę na lekcji.

- Daj mi sekundkę. Skończę tylko jedną rzecz.
Sama nie wiedziałam, czy mam coś wyjmować, ale na wszelki wypadek wyjęłam czysty zeszyt i ten, w którym miałam rysunek. Znowu zaczęłam pracować nad portretem Harry'ego. Robiłam go już z tydzień, i za nic nie mogłam go skończyć. Mogłam robić wszystko, byleby nie patrzeć na nauczyciela i znowu go porównywać. Nawet nie zauważyłam, kiedy Daniel skończył i stanął nade mną z założonymi rękami. Spod przymrużonych powiek przyglądał się rysunkowi. Zatrzasnęłam zeszyt i spiekłam raka.

- No dobrze, prezentacja o zwyczajach i świętach w Hiszpanii. Wiesz co nieco na ten temat?
Zaczął przechadzać się w tę i z powrotem po sali, niby z przyzwyczajenia, mimo że byliśmy tylko we dwójkę. Zaczęłam mówić wszystko, co wiedziałam na ten temat. Daniel co jakiś czas uzupełniał moją wypowiedź jakimiś szczegółami. Kiedy skończyłam, ku mojemu przerażeniu, Daniel odsunął krzesło z ławki przede mną, odwrócił je i usiadł na nim okrakiem. Miałam ręce położone na ławce. Dłonie Daniela znalazły się całkiem blisko moich. Popatrzyłam na silne ręce, długie, smukłe palce. Czułam się tak, jakby to Harry siedział przede mną. Cofnęłam się na oparcie krzesła, dopóki jeszcze mogłam się powstrzymać przed dotknięciem go.

- Myślę, że wiesz całkiem dużo, łatwo nam pójdzie.
Daniel wstał i zaczął szukać czegoś.

- Wiesz, mam taką książkę, właśnie o tradycjach i obyczajach. Jeśli tylko powiesz na lekcji to samo, co teraz, i zrobisz to po hiszpańsku, masz gwarantowaną szóstkę.

- Och.
W końcu znalazł ją i wrócił do mojej ławki. Zamarłam, kiedy postawił krzesło obok mojego i usiadł na nim. Zaczął przerzucać kartki i pokazywać mi co ciekawsze artykuły. Naprawdę chciałam go słuchać, ale byłam w stanie skupić się na jego kolanie, które co jakiś czas stykało się z moim. Kiedy to się działo, przechodziły mnie ciarki. Praktycznie tak samo, jak kiedy dotykał mnie Harry.
Przerażało mnie to.
Po pewnym czasie, kiedy cała książka została przejrzana, Daniel uznał zajęcia za skończone. Byłam już praktycznie przy drzwiach, kiedy Ross zawołał mnie.

- Tak? - odwróciłam się.
Stanął koło mnie i popatrzył na mnie uważnie.

- Chciałem Cię o coś zapytać. Dlaczego mnie rysujesz?
- Co? - spytałam zaskoczona.

- No wiesz... - wskazał na moją torbę - robiłaś to na lekcji i teraz na początku zajęć.

- Boże, ale to nie jesteś ty!
Daniel zmarszczył brwi, najwidoczniej mi nie wierząc. Położyła torbę na ławce i wyjęłam komórkę. Stanęłam koło niego i włączyłam zdjęcia przedstawiające mnie i Harry'ego.

- Widzisz? To nie ciebie rysuje, tylko jego.

- To twój brat? - spytał
Prychnęłam. Zastanawiało mnie, skąd słyszałam tę nutkę nadziei w jego głosie.

- To mój chłopak, Harry.
Tak, wciąż mówiłam o nim w czasie teraźniejszym.

- Aha. Fajnie, że to wyjaśniliśmy.
Wsadziłam telefon do kieszeni i nagle poczułam usta Daniela na moich. Zmroziło mnie, kompletnie nie wiedziałam co zrobić. Nie odwzajemniłam pocałunku, ale także nie odepchnęłam go. To wrażenie, jakby całował mnie Harry... Znaczy się, Daniel całował o wiele gorzej, ale wyglądał tak samo. Dopiero kiedy położył dłoń na moim policzku, pogłębiając pocałunek, położyłam ręce na jego piersi i popchnęłam. Zanim zdążyłam pomyśleć, uniosłam dłoń i wymierzyłam Danielowi siarczysty policzek. Przytknął dłoń do czerwonego policzka i popatrzył na mnie dziwnie.
O kurwa. Przecież to nauczyciel. Nawet jeśli jest młody, to wciąż nauczyciel.
Przytknęłam ręce do ust i zaczęłam bełkotać:

- Przepraszam, o Jezu, przepraszam, nie chciałam, przepraszam...
Daniel mrużył oczy i uśmiechnął się krzywo.

- W porządku, zasłużyłem sobie. Nie powinienem cię całować. To nie było fair, ale musiałem coś sprawdzić.
Zmarszczyłam czoło.

- Jestem lepszy od twojego chłopaka, prawda?
Uderzyłam go w drugi policzek. Tym razem nie żałowałam.

- Nie, nie jesteś. A tak w ogóle to Harry nie żyje.
Usta Daniela utworzyły literę „O”. Już chciał coś powiedzieć, ale odwróciłam się, chwyciłam torbę i wyszłam.
Chyba narobiłam sobie kłopotów. Na sam początek.
Nie ma co Angel, świetny start.

*następny dzień*

Siedziałam na biologii, kiedy przez radiowęzeł rozległ się głos sekretarki.

- Angel Black proszona do dyrekcji. Angel Black do dyrekcji.
Caroline i Zayn od razu popatrzyli na mnie, szukając wyjaśnienia. Wzruszyłam ramionami. Wy nic nie wiecie, to ja też wam nic nie powiem. Kiedy tylko wyszłam z sali, zaczęły mi się trząść ręce. Ciekawe jaką karę dostanę za uderzenie nauczyciela. Dwukrotnie. Aż strach pomyśleć.
Zapukałam lekko w drzwi gabinetu. Kiedy usłyszałam przytłumione „proszę” weszłam do środka.

- Angel, skarbie, usiądź.
Moja dyrektorka miała beznadziejny nawyk nazywania wszystkich skarbami. Sami się przekonacie, że po kilku razach doprowadza to do białej gorączki.

- Skarbie, odwiedził mnie dzisiaj nasz nowy nauczyciel języka hiszpańskiego, pan Ross.
Wiedziałam. Ale ciul.

- Pani dyrektor, ja mogę...

- Ciii skarbie, daj mi dokończyć... Opowiedział mi o wczorajszych zajęciach dodatkowych, na których byłaś obecna...

- Ja naprawdę nie chciałam go uderzyć...

- I uważam, że powinnaś wziąć udział w międzyszkolnym konkursie... - powiedziałyśmy jednocześnie.
Dyrektorka zamrugała kilkakrotnie. Wstrzymałam oddech.

- Przepraszam skarbie, o czym ty mówisz?

- A o czym pani mówi?

- Pan Ross uważa, że masz naprawdę duży talent do języka. We dwójkę postanowiliśmy, że wyślemy cię na międzyszkolny konkurs hiszpańskiego.

 - Eee...

- Oczywiście pan Ross pomoże ci się do niego przygotować, już zaoferował swoją pomoc. Będziesz miała indywidualne zajęcia. A szkoła pokryje wszystkie koszty związane z udziałem. Co ty na to, skarbie?

- Eeeem...

- Świetnie - klasnęła w dłonie - Bardzo się cieszę, że tak się zaangażowałaś. Zwłaszcza po takiej tragedii - położyła mi dłoń na ramieniu.

- Tak, naprawdę świetnie - mruknęłam z zaciśniętą szczęką.
Już ja się z nim rozmówię.

__________________________________
No to tak.
Chciałabym wam życzyć wesołych świąt.

A teraz takie oklepane życzenia.


Choinki świecącej,
gwiazdki błyszczącej,
pysznej kolacji,
sylwestrowej libacji,
gwiazdora grubego,
kaca ogromnego,
wspaniałych wrażeń
i spełnienia marzeń.

Mam nadzieje, że podobał się, rozdział.

Przypominam o #nyaPL

KOCHAMY WAS :****

Administrator