4 cze 2015

Podziekowania

Wlasnie zauwazylam, że pyknelo nam 100 tyś. wyświetleń 
Chciałam wam powiedzieć, że jesteście niesamowici. Zakładając blacha z Mają nie sadzilysmy, że bedziemy miały 1000 wyświetleń, a teraz to jest mega liczba której nie ogarniam. Na samym początku istnienia bloga znałam na pamięć dokładna liczbę wyświetleń a teraz wiem ze jest, np 89 tyś i coś bo z każdym dniem nabija się po około 300 wyświetleń. 
Dziękuję wam z całego serduszka, Maja pewnie też za te wszystkie wyświetlenia. Mam nadzieję, że będzie tak dalej a nawet lepiej, bo zastanawiamy się a raczej już podjęliśmy decyzję o pewnej rzeczy która powinna nam pomoc w rozpowszechnieniu opowiadania, ale to dopiero w wakacje. A tymczasem idę spać bo jest prawie 2 w nocy. Mam nadzieję ze się nie u dusze przez katar. 
Branoc i jeszcze raz dziękuję. 

24 maj 2015

Rozdział 81

Nieokreślony czas później siedzieliśmy w kuchni z kubkami zielonej herbaty na uspokojenie. Cały czas miałam przed oczami zakrwawioną twarz mężczyzny, a później wystrzał broni. Na wszelki wypadek uszczypnęłam się w ramię. Nie, to się dzieje naprawdę.
Caroline była kochana. Robiła naprawdę wszystko co w jej mocy, żebym nie wracała myślami do tego zdarzenia. I trzeba przyznać, nawet skutecznie jej się to udawało. Nie zadawała żadnych pytań, a ja też nie byłam zbyt rozmowna. Włączyła nasz ulubiony film, 3 metry nad niebem. Ale teraz oglądanie tego też przywodziło mi na myśl skojarzenia... tak często śledzący mnie motor...
Zatopiłam się w myślach. Nagle z podjazdu usłyszeliśmy trzaśnięcie drzwiczkami samochodu. Zayn.
Caroline poderwała się, praktycznie wylewając zawartość swojego kubka. Dobiegła do drzwi w momencie, kiedy te się otworzyły. Rzuciła się w ramiona swojego chłopaka, oplatając go nogami w pasie. Zayn sprawnie ją złapał, jakby spodziewając się tego skoku.
Pozornie spokojnie zatrzymałam film i stanęłam w pewnej odległości od nich. Prowadzili cichą rozmowę. Po chwili Malik spojrzał na mnie. Wybałuszyłam oczy. Pod jego prawym okiem zaczynało tworzyć się już pokaźne limo. Caro dotknęła lekko czerwonej skóry, na co chłopak się skrzywił i odsunął delikatnie jej dłoń.

- Musimy porozmawiać - powiedziałam.

- Masz rację - przytaknął.
Poszliśmy we trójkę do kuchni i usiedliśmy przy stole.

- Czy ten mężczyzna żyje? - zapytałam na wstępie.
Zayn pokręcił głową.
Shine wstała i wyciągnęła z zamrażarki paczkę mrożonego groszku, przykładając czule do jego twarzy.

- Kim jest ten facet w bejsbolówce?

- To... znajomy. - odparł wymijająco.

- Świetnych masz znajomych! Zayn, ten człowiek zabił rannego!
Popatrzył na mnie ciężkim wzrokiem.

- Ten „ranny” śledził Cię. Chciał ci zrobić krzywdę, nie rozumiesz?! Gdyby nie to, nie siedziałabyś tu! - niemal krzyknął, co było dość zaskakujące biorąc pod uwagę, że to Zayn.
Wstałam i odchyliłam mu kurtkę, ukazując srebrny pistolet.

- Ale po co Ci to?! - ja też podniosłam głos.

- Do samoobrony.

- Najwidoczniej to jest niezbyt skuteczne - wskazałam jego spuchnięte oko.

- To nic takiego... Po prostu ten drugi... trochę się wkurzył.

- Dlaczego tak szarpał się, kiedy mnie zobaczył? Zna mnie, jest niebezpieczny?

- On nie jest niebezpieczny, jest po naszej stronie... Chciał z tobą porozmawiać... ale to nie byłby dobry pomysł.
Zagryzłam wargę.

- Co mam teraz zrobić, Zayn? Byłam świadkiem wypadku i zabójstwa.

- Nie możesz nikomu o tym mówić. Nikomu.To musi pozostać pomiędzy nami, inaczej wszyscy będą mieli problemy.
Wróciłam na krzesło.

- A co jeżeli znowu ktoś będzie mnie śledził? To nie jest pierwszy raz...
Zayn uniósł brwi.

- Jak to: nie pierwszy raz? - powtórzył wolno.
Spuściłam wzrok,milcząc.

- Angie, proszę, powiedz nam - powiedziała Caroline.

- Um... tak jest od kilku miesięcy... Ktoś na motorze jeździ za mną, czasami stoi na parkingu przed szkołą, na cmentarzu...

-Wiesz kto to jest? - zapytał Malik zmienionym głosem.
Pokręciłam głową.

- Nie mam pojęcia.

- W porządku, tym też się zajmę.
Zmarszczyłam czoło.

- Tylko błagam Cię, nie tak jak dzisiaj.
Uśmiechnął się przelotnie.

- Nie ma sprawy.

- A co... z całym tym wypadkiem i w ogóle?

- To też już jest załatwione, nie ma nawet śladu.
Wolno pokiwałam głową.

- Okej... Wiecie, to był dość emocjonujący dzień. Pojadę już do domu.
Zabrałam swoje rzeczy i poszłam do wyjścia. Przytuliłam ich oboje.

- Mimo wszystko... dziękuje. Znowu. Nie wiem co bym bez Was zrobiła.
Uśmiechnęli się.

- Zanudziłabyś się na śmierć  - odpowiedziała Caroline.
Taaak... na śmierć...
Spojrzałam jeszcze raz na tą dwójkę. Nie powiedział mi wszystkiego, na pewno nie.

*Perspektywa Zayna*
Angie wyszła, obrzucając mnie jeszcze jednym spojrzeniem. Zamknąłem oczy i odetchnąłem głęboko. Ale jazda...

- To był on, prawda?
Spojrzałem na Car. Za dobrze mnie znała, czytała ze mnie jak z otwartej książki.
Pokiwałem głową. Bez sensu byłoby ją oszukiwać, i tak praktycznie wszystko wie.

- Proszę, opowiedz mi co się stało. Angel była tak roztrzęsiona, że połowy nie zrozumiałam, a nie chciałam też naciskać.

- W porządku.
Wróciliśmy do kuchni.

- ...no i kiedy zobaczył, że odjechała przestał się wyrywać. Myślałem, że się uspokoił. I wtedy odwrócił się i... - wskazałem moje oko.- Nie chciałem żeby Angel to widziała. Kazałem jej odjechać, byłem pewien, że mnie posłucha. Gdyby podeszła tam, na pewno by go poznała.

- A jesteś pewien, że ona nie wie kto to był?

- Nie wiem, mogę mieć tylko taką nadzieję.- zaśmiałem się - Wiesz co, dzisiaj pierwszy raz dostałem opieprz od najlepszego przyjaciela. Był tak wkurzony, chociaż zna konsekwencje. Gdybym go nie przytrzymał, na milion procent pobiegłby do niej.

- Ale dlaczego, Zayn? - zapytała Caro - Mogłeś go puścić, pozwolić mu jeśli chciał. Skończyłyby się te wszystkie kłamstwa, tajemnice..

- Nie, to jeszcze nie jest odpowiedni moment. Jeszcze trochę.

- Oh Zayn, a kiedy on nastanie? - oparła głowę na dłoni - Czasami czuję się, jakbym była bohaterką jakiegoś filmu akcji.
Podszedłem do niej i pociągnąłem do góry, kładąc jej dłonie na dolnej części pleców.

- Tak, ja też... Przysięgam Ci, że to nie potrwa długo. Powinniśmy teraz do niego zadzwonić.
Przytaknęła i podała mi telefon. Wybrałem jego numer i ustawiłem na głośnomówiący.
Po dwóch sygnałach odebrał.

- Czego - warknął.

- Jesteś na głośniku, Caro też tu jest.

- Aha.
Czekałem czy coś jeszcze powie. W końcu się odezwał.

- Jak... ona się czuje?

- Dobrze, tak sądzę.

- Tak sądzisz!?

- Spokojnie. Czuje się dobrze - powiedziała moja dziewczyna.
W słuchawce było słychać jego głośne westchnienie.

- Stary, przepraszam za... no wiesz...

- Taaa... nie ważne. Rozumiem, zdenerwowałeś się.

- Ale ja Ci oddam przy następnej okazji - zachichotała Caroline.

- Nie mogę się doczekać - odpowiedział ponuro.
Zmarszczyłem czoło. Jest w dziwnym nastroju.

- Muszę Cię o coś zapytać.

- No.

- Jeździsz za nią?
Po drugiej stronie zapadła głucha cisza.

- Czekasz na nią przed szkołą? Na cmentarzu nawet?
Nadal nic.

- Ej, słyszysz mnie?

- Tak. - odpowiedział cicho.

- Tak co?

- Tak, jeżdżę za nią bo się kurwa nie mogę powstrzymać. Gdybym mógł, włamywałbym się do jej pokoju co noc tylko po to, żeby popatrzeć jak śpi. Dziwi Cię to?
Popatrzyłem na dziewczynę siedzącą na moich kolanach.

- Nie. Ale ona myśli, że to ty jesteś ten zły, którego powinna się bać.
Zaklął cicho.

- Powinieneś przestać.

- Dlaczego... - jeknął jak małe dziecko, któremu nie pozwoli się zjeść cukierka przed obiadem.

- Ona żyje w obawie, że ktoś ją śledzi i chce skrzywdzić, a to tylko ty.

- To AŻ on. - poprawiła Caroline. Uśmiechnąłem się do niej lekko, odczuwając ból w oku.
Znowu westchnięcie.

- Okej. Nie wiem jak, ale...okej.
Pokiwałem głową mimo, że wiedziałem, że on tego nie widzi.

- To dobrze. Posprzątane?

- Tak. Cameron się wszystkim zajął. Muszę kupić sobie nowy samochód.

- Stary, kup sobie nowy mózg.


***

*Perspektywa Angel*
Cicho zamknęłam za sobą drzwi, zważając na późną porę. Odłożyłam kluczyki do salaterki i na nogach jak z waty poczłapałam do salonu. Na kanapie, skurczona przed włączonym telewizorem spała Diana. W ręce trzymała telefon. Sięgnęłam po koc z fotela i przykryłam ją lekko. Przyjaciółka przebudziła się i popatrzyła na mnie nieprzytomnym wzrokiem. Uśmiechnęłam się do niej.
- Śpij,kochana.
Na dźwięk mojego głosu poderwała się, prawie nie przewracając mnie i rzuciła się na mnie.

- O mój boże, boże, tak bardzo się bałam, nie odbierałaś telefonu Daniel mówił, że rozeszliście  się w południe i pojechałaś do domu samochodem nie wiedziałam gdzie jesteś co się z tobą dzieje myślałam, że dostanę zawału nie rób mi tego nigdy więcej!
Wytrzeszczyłam oczy, słysząc jej monolog i przytuliłam ją z całej siły.

- Boziu, tak bardzo Cię przepraszam. Nie chciałam żebyś się o mnie martwiła, przepraszam.

- Głupiutka, ja zawsze będę się o Ciebie martwić, nawet jak mi zabronisz. - uśmiechnęła się szeroko.


*Perspektywa Chrisa*

Idiota. Skończony debil. Co ty odwaliłeś? Widziała Cię. Może nie wiedziała, że to ty, ale widziałaś co zrobiłeś. Jeśli wrócisz, nie wybaczy Ci tego. Zabiłeś człowieka.
W jej obronie, ale ona nie znała konsekwencji. Masz krew na rękach. Nie zapomni Ci tego, nie będzie chciała więcej spojrzeć Ci w oczy.
Nie jesteś jej warty jej dotyku, miłości. Nigdy więcej tego nie otrzymasz, bo na to nie zasługujesz. Jesteś zwykłym śmieciem, nieważnym dla nikogo. Zostałeś sam, rozumiesz?
I dla kogo rujnujesz sobie życie? Dla ojca, który nawet nie potrafi okazać Ci wdzięczności? Który kopie pod tobą kolejne dołki,w które mógłbyś wpadać?
To się musi skończyć.
Wyjąłem komórkę i wybrałem jego numer.

- Halo? - odebrał, mówiąc zaspanym głosem.

- To nie potrwa długo.

- Co nie potrwa? Kurwa, ja już nie mogę wytrzymać, a ty mi podkładasz kolejne świnie.

- Synku, zastanów się co mówisz. Jeśli wrócisz, zabiją mnie.
Odsunąłem na chwilę telefon od ucha i popatrzyłem na niego jak na istotę z innej planety. Spojrzałem na zdjęcie Angel na szafce.

- Szczerze,chuj mnie to obchodzi. Nie mam zamiaru tracić mojego życia za Ciebie. Nie zasługujesz na to.

- Proszę, posłuchaj...
Rozłączyłem się i cisnąłem telefonem o ścianę. Urządzenie roztrzaskało się na małe kawałki.
Myślała, że chcesz jej zrobić krzywdę, że jesteś niebezpieczny. Bo wolałeś żyć w cieniu. Teraz nie będziesz miał okazji zranić jej. Już nigdy jej nie dotkniesz.


______________________
Hej, hej.

Miesiąc przerwy, za którą przepraszamy, ale teraz spróbuje to zmienić ponieważ mam jeszcze tylko tydzień do proponowanych ocen a później lajcik, wiec mam nadzieje że dam rade coś napisać.

Mam nadzieje, że rozdział się podoba.
Dobra nie będę wam kazać dłużej czekać na rozdział, więc koniec ogłoszeń parafialnych.

23 kwi 2015

Rozdział 80

Siadłam przy stole i obserwowałam jedzącą bułki Dianę. Co chwilę dźwięk jej telefonu informował o nowej wiadomości. Nie trzeba było być Nostradamusem żeby domyślać się, z kim pisze. Pukałam rytmicznie palcem w mój talerzyk, na którym leżało nietknięte śniadanie. Co mogłam zrobić wczoraj pod wpływem alkoholu, czego dzisiaj nie pamiętam? Wiem, że widziałam Ha... kogoś... wyszłam za nim na zewnątrz a niedługo później pojawił się Daniel. Wróciliśmy do klubu... a później?

- Dianaaa... - zaczęłam.
Popatrzyła na mnie pytającym wzrokiem.
Skupiłam się na wyskubywaniu ziarenek z bułki.

- Co ja wczoraj robiłam z Danielem?
Diana odłożyła jedzenie i uśmiechnęła się.

- Nie pamiętasz?
Pokręciłam głową.

- Tańczyliście.
Zerknęłam na nią.

- Tylko tańczyliśmy?

- I całowaliście się - zachichotała.

- CAŁOWALIŚMY SIĘ?!

- Mhmm.

- No to wszystko jasne.
Wzięłam telefon i wybrałam numer Rossa. Diana patrzyła na mnie, nie rozumiejąc co się dzieje.

- Hej... Czy śniadanie nadal jest aktualne?


***


Wprawdzie nie wiedziałam gdzie planował mnie zabrać, ponieważ nie chciał mi powiedzieć. Jedyne co uzyskałam to adres parkingu, na którym mogłam zostawić samochód. Wjechałam autem i znalazłam wolne miejsce. Przejrzałam się jeszcze we wstecznym lusterku, pociągnęłam usta pomadką i wysiadłam. Daniel zaparkował kilka miejsc ode mnie. Zobaczywszy mnie uśmiechnął się szeroko i podszedł. Serce zamarło mi na pół sekundy.

- Hej. - odezwał się pierwszy.

- Cześć.

- Gotowa? - wyciągnął dłoń w moją stronę.

- Okej. Na początek chciałabym Ci coś wyjaśnić. Zachowywałam się rano tak dziwnie ponieważ... wczoraj urwał mi się film. Nie pamiętam co robiliśmy, nie pamiętam co mówiłam. I nie wiedziałam że my... no wiesz...

- Całowaliśmy się? - podpowiedział z kiepsko ukrytym uśmiechem.

- Dokładnie - kiwnęłam głową.

- Rozumiem. Czyli dzisiaj mam szanse na ewentualną poprawę.
Odwzajemniłam uśmiech. Daniel ponowił gest wyciągniętej ręki. Tym razem ją uścisnęłam. Zamknęłam samochód i ruszyliśmy do lokalu. Przed ciężkimi, drewnianymi drzwiami stał potężnie zbudowany mężczyzna. Przez chwilę wydawało mi się, że skądś go znam. Kiedy zauważył, że przypatruję mu się dłużej, niż zazwyczaj wygląda to pomiędzy przechodniami, ruszył się ze swojego miejsca. Wsiadł do zaparkowanego przy ulicy auta i wyciągnął komórkę. W tamtej chwili straciłam nim zainteresowanie. Później okazało się, że miałam tego pożałować.


***


Restaurację opuściliśmy w południe, Nie żałowałam ani minuty spędzonej w jego towarzystwie. Przez te kilka godzin nie brakowało nam wspólnych tematów. Okazało się, że mamy podobny gust muzyczny, lubimy te same filmy i potrawy. To wyglądało tak, jakby ktoś dał Danielowi dokładny spis rzeczy które lubię a które nie, i kazał wyuczyć się go na pamięć. Odprowadził mnie pod mój samochód, pocałował w policzek niczym prawdziwy dżentelmen, nawet otworzył przede mną drzwi. Pomachałam mu jeszcze na pożegnanie? Niedługo później wsiadł do siebie i odjechał. Położyłam torebkę na siedzeniu obok i położyłam ręce na zaczerwienionych od emocji policzkach. Wsadziłam kluczyk do stacyjki, wrzuciłam pierwszy bieg i ruszyłam. Spojrzałam we wsteczne lusterko. Włączyłam radio na jednej z lepszych stacji i od razu pogłośniłam, słysząc fajną piosenkę. Pewien samochód jechał za mną już dłuższą drogę.
Właściwie to odkąd ruszyłam... znam skądś ten pojazd... czy to nie jest ten sam, do którego wsiadał ten koleś sprzed restauracji??
Ten samochód śledził mnie, byłam już tego pewna. Na nic wszelkie manewry, skręty. Mojemu prześladowcy nie przeszkadzał nawet tłok, jaki panował na niektórych ulicach. Mimo wszystko on zawsze znajdował się bezpośrednio za mną. Praktycznie nie oddychałam, a ręce strasznie mi się trzęsły, kiedy zmieniałam biegi na coraz to wyższe, przyspieszając. Zerkałam nerwowo we wsteczne lusterko. Nic z tego, samochód wciąż jechał za mną, dostosowując prędkość do mojej. Nie miałam pojęcia co robić.
Jedyne co w tamtej chwili przychodziło mi do głowy, to że koniecznie muszę zadzwonić do Zayna. Tak, Zayn będzie wiedział co mam robić. Ale jak do jasnej cholery mam dzwonić podczas jazdy?! Zaczynałam powoli panikować, mijając kolejne ruchliwe ulice. Na ślepo sięgnęłam do torebki. Za chwilę musiałam jednak z powrotem położyć obie ręce na kierownicy, wykonując gwałtowny manewr. O boże, o mało co nie potrąciłam pieszego. Spojrzałam w lusterko, ale tamtemu też udało się uniknąć wypadku.
Odblokowałam komórkę, jednym okiem zerkając na ulicę. To wymagało ode mnie takiej podzielności uwagi, jak jeszcze nigdy. Kiedy w końcu wybrałam odpowiedni numer i nastawiłam na głośnik myślałam, że serce przestało mi bić. W końcu usłyszałam głos po drugiej stronie.

- Halo?

- Zayn, błagam, nie wiem co mam robić! Ktoś mnie śledzi, nie mogę go zgubić, o mało co nie potrąciłam jakiejś kobiety, a on nadal jedzie za mną!!! - nie rozpoznawałam mojego głosu, zmienionego przez te wszystkie emocje.

- Angie, gdzie teraz jesteś? 

- Właśnie minęłam Horse Avenue... Zayn, on wciąż za mną jedzie!

- Słuchaj, postaraj się uspokoić. Już jestem w samochodzie. Kieruj się w stronę Medium

- Tak, słyszę ! - pisnęłam.

- Zaraz tam będę. Nie rozłączaj się, rozumiesz?! Muszę wiedzieć czy wszystko okej.

- TAK.
Słyszałam przez głośnik dźwięk odpalanego silnika i pisk opon, kiedy ruszył.

- Jesteś tam?

- Tak!
Rzuciłam komórkę na siedzenie pasażera, starając całą uwagę skoncentrować na drodze.

- Zayn, on kurwa dalej za mną jedzie!

- Spokojnie! Jestem dziesięć ulic od Ciebie.
Jakieś 500 metrów ode mnie zauważyłam, że światła przede mną zmieniają się na czerwone. Nacisnęłam mocniej pedał, przejeżdżając przez skrzyżowanie z prędkością ponad 100 km/h. To cud, że nic we mnie nie wjechało, ale akurat tutaj nie było tak dużo samochodów.
Ledwo zarejestrowałam samochód, wjeżdżający z mojej prawej strony wprost na mnie. Krzyknęłam i nacisnęłam butem gaz do oporu.
Byłam tak spanikowana, że zatrzymałam gwałtownie samochód, patrząc we wsteczne lusterko. Czarny SUV który prawie we mnie wjechał, w tej właśnie chwili z ogromną prędkością uderzył w samochód mojego prześladowcy, wyrzucając go odrobinę w powietrze. Przeturlał się dwa razy po czym zatrzymał się kołami do góry. Odpięłam pas bezpieczeństwa i wyszłam z auta, patrząc szeroko otwartymi oczami na to, co rozgrywało się przede mną. Z samochodu zaczynał się unosić dym. Czułam, że to nie jest dobry znak. Dookoła obu aut było mnóstwo drobnych szkieł ze stłuczonych szyb. Postąpiłam kilka kroków do przodu, przytykając dłoń do ust. Nie było szans.
Ten, który za mną jechał nie miał szans tego przeżyć.Tuż obok mnie zatrzymał się Zayn. Wyskoczył z auta i podbiegł od razu do mnie, przytulając mnie mocno do swojej piersi i odwracając tak, żebym nie widziała wypadku. Wczepiłam mocno palce w jego bicepsy, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że coś do mnie mówi. Odsunął mnie na niewielką odległość, obserwując mnie dokładnie.

- Nic Ci nie jest? Angie, czy coś Ci się stało?
Pokręciłam głową, patrząc ponad jego ramieniem. Z czarnego SUV-a wysiadał właśnie kierowca. Zayn podążył za moim wzrokiem i pochylił się, chwytając mnie za podbródek. Zmusił mnie żebym spojrzała mu w oczy.

- Posłuchaj mnie teraz uważnie. Wsiądziesz do samochodu, zapniesz pas i pojedziesz do mnie, do Caroline. Masz nikomu nie mówić o tym, co się tutaj wydarzyło. Nikomu, rozumiesz?!
Spojrzałam na niego tępym wzrokiem.

- Co? Zayn, o czym ty mówisz? Kto to jest? Czy on żyje?
Wiedziałam, że ostatnie pytanie jest kompletnie bez sensu. Nikt nie miałby prawa przeżyć coś takiego. Zayn odwrócił mnie  popchnął delikatnie w stronę mojego Range Rovera.
Naprawdę miałam zamiar stamtąd odjechać. Zapomnieć o całym tym zdarzeniu, wymazać go z pamięci. Ktoś za mną jechał, a teraz prawdopodobnie nie żyje. Ale kiedy Zayn odwrócił się i pobiegł w stronę zdarzenia, czułam że coś jest nie tak. Chwyciłam otwarte drzwi i stałam tam, chowając się poniekąd przed spojrzeniem mojego przyjaciela. Podszedł do kierowcy SUV-a i przywitał się z nim. Próbowałam wypatrzyć kim jest ten mężczyzna w skórzanej kurtce, ale jego twarz chowała w cieniu bejsbolówka.
Widać było że o czymś dyskutują, wskazując na wywrócony samochód. Instynktownie rozejrzałam się dookoła. To naprawdę dziwne, ale nagle ulica opustoszała. Żadnych samochodów, żadnych pieszych.

- Co do... - mruknęłam
Zmrużyłam oczy, gdyż zarejestrowałam jakiś ruch niedaleko wywróconej terenówki. Zayn z nieznajomym jednocześnie wyciągnęli coś z wewnętrznych kieszeni kurtek. Powoli podeszłam bliżej.
O boże, to ten facet. Wyczołgiwał się ze wnętrza zmiażdżonego samochodu, cały we krwi, oszołomiony jak sądzę całym zdarzeniem. Mężczyzna w bejsbolówce podszedł do niego, wyciągając rękę. W słońcu zalśnił kawałek metalu.
Wydałam zduszony dźwięk.
Broń.
Sekundę później rozległ się huk, a ranny znieruchomiał. Opadłam na rozgrzany asfalt, zakrywając usta. Nie wierzę... on go zabił.
Widziałam, że ten w bejsbolówce odwrócił się do mnie. Przypuszczalnie zaczęłam krzyczeć, ale nie jestem pewna. Szybko schował pistolet i ruszył w moją stronę, ale Zayn powstrzymał go, kładąc mu dłoń na piersi.
Nie, nie podchodźcie do mnie!
Słyszałam, że chłopak coś krzyczy, ale słowa nie docierały do mnie. Próbował wyrwać się w moją stronę, ale Zayn złapał go teraz za nadgarstki, wyginając mu ręce do tyłu. Nieznajomy zaczął zachowywać się jak psychiczny, szarpał się i wyrywał.
Boże, co on ode mnie chce??
Poderwałam się i sprintem pobiegłam do Rovera. Odpaliłam silnik, patrząc jeszcze raz na nich. Wiedziałam, że przypuszczalnie popełniam straszny błąd, zostawiając tego człowieka z Zaynem. Z drugiej strony, Malik chyba go znał, więc wiedział z kim ma do czynienia. Czułam się jakbym dostała ataku padaczki, tak mocno się trzęsłam. Nie mogłam się powstrzymać, co chwila oglądałam się za siebie sprawdzając, czy mam ogon. Kiedy wjechałam na podjazd domu odczułam taką ulgę, że byłam pewna, że za chwilę zemdleje. Na nogach z waty poszłam w stronę drzwi wejściowych. Caroline otworzyła drzwi na oścież i wybiegła na powitanie, wpadając na mnie z takim impetem, że straciłam oddech.

- O boże Angel, boże. Tak bardzo się bałam. Boże... kiedy zadzwoniłaś... myślałam... Jezu... - po chwili jej nieskładna wypowiedź przeszła w gwałtowny szloch.
Chwilę później staliśmy we dwie na podjeździe, przytulając się cały czas i wyjąc jak bobry. Boże, jak to dobrze było wypłakać się na ramieniu przyjaciółki.



__________________________________

Jak wrażenia po rozdziale?
Jak dla mnie to jeden z ulubionych rozdziałów.


A ja mam pytanie do gimnazjalistów którzy pisali test.
Jak wam poszło? Jestem bardzo ciekawa.

7 kwi 2015

Rozdział 79

Rozdział dedykowany @princessxleigh @MusicGirl_4ever
________________
Caro przyszła do nas o 16 i prawie dwie godziny szykowałyśmy się na dyskotekę. Diana od pół godziny siedziała na moim łóżku i doradzała mi co mam na siebie założyć. Postanowiłam, że założę sukienkę od Harry' ego, czerwone z wycięty serduszkiem na plecach i złote buty. Wyjęłam kosmetyczkę i zaczęłam się malować, Caro podała mi eyeliner. Spojrzałam się na nią pytający wzrokiem.

- No umaluj się mocniej, przecież możesz.

-No tak, tyle ze ja nie umiem.

- Daj pomogę ci - powiedziała Diana i podeszła do mnie.  Po 10 min miałam już dwie idealne kreski.

- Dziękuję, troszkę dziwnie się czuje. 

-Ale ślicznie wyglądasz - powiedziała Caro.

- Dziękuję, ale wy też ślicznie wyglądacie. 
Usłyszałyśmy dzwonek do drzwi i Caro szybko zbiegła by otworzyć. Ja jeszcze wyperfumowałam się i wzięłam torebkę, za to Diana poprawiła włosy, sukienkę, nałożyła jeszcze błyszczyk.
- Dziewczyny pośpieszcie się, ile mamy cze... - Niall nie dokończył bo zobaczył Dianę. Wyglądała nieziemsko, więc mu się nie dziwi.

- Ślicznie wyglądasz Angel - powiedział Daniel

- Dziękuję - powiedziałam a rumieniec wkradł się na policzki. 

- To co idziemy?- zapytała Caro 

- Ja... jasne - wydukał Niall.


***


Zayn i Caro siedzieli z przodu, a ja, Niall i Diana z tyłu. Daniel jechał swoim samochodem. Kątem oka widziałam, że Horan chce wziąć za rękę Mitchelle. Ona to zauważyła i sama złapała jego rękę, za to Caro patrzyła na Zayna jak by widziała anioła. Świetnie a ja się czuje jak piąte koło u wozu. Oparłam głowę o szybę i zaczęłam cicho śpiewać piosenkę, która leciała w radiu. 

- Jesteśmy - powiedział Zayn wyrywają mnie z zamyśleń. Wysiedliśmy z samochodu i weszliśmy do klubu. Od razu uderzyła mnie fala różnych zapachów, alkoholu, papierosów, potu i... jeszcze czegoś, ale wolę nie wiedzieć co to jest. 

- Idę zamówić drinki - powiedział Zayn a Caro szybko podeszła do niego i poszli razem zostawiając mnie sama z tymi zakochańcami. 

~Nasze zakochańce poszli po drinki a twoje stoją obok - usłyszałam głos Harry' ego w głowie... Tak za nim tęsknię ze to jest nie wyobrażalne. Ktoś złapał mnie za ramię a ja podskoczyłam. Odwróciłam się i zobaczyłam Daniela. Zapomniałam ze w ogóle on z nami jest.

- Przepraszam nie miałem gdzie zaparkować, bo jakiś kretyn zajął mi wolne miejsce koło was. - powiedział marszcząc czoło a ja się zaśmiałam. 
Zajęliśmy miejsca i czekaliśmy na nasze drinki. 


***


Po paru kolejkach już byłam nieźle pijana no, ale w końcu po to tu przyszliśmy. Zaczęłam tańczyć, a piosenka zmieniła się na * https://www.youtube.com/watch?v=EwuwSkMkUQA * Caro i Zayn siedzieli i się obściskiwali, Diana i Niall tańczyli razem, Daniel siedział i prawie usypiał, a ja... a ja sama ruszałam się w rytm muzyki. Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę, wzdrygnęłam się lekko, ale pomyślałam, że to może Daniel się ocknął, więc tańczyłam dalej. Splótł nasze ręce i zaczął ze miną tańczyć. 
Zorientowałam się ze składa mi pocałunki na szyi kierując się mu górze. Objął mnie w talii i przyciągnął do siebie. Nie widziałam twarzy, ponieważ stał za mną, ale jeszcze do tego momentu byłam pewna ze to Daniel, ale to nie był on. Skądś znałam tą osobę, ale nie wiedziałam kto to może być. Te pocałunki, ten zapach perfum, ten dotyk. Przycisnął mnie do siebie jeszcze mocniej, a ja zamknęłam oczy i rozkoszowałam się tą chwilą. Serce mi biło jak bym się zakochała i jeszcze ten zapach... czułam się jak kiedyś. Z rozmyślań wyrwał mnie jego ochrypły głos. 

- Cholernie tęsknie, ale musiałem tak zrobić. Przepraszam.
 Po tym co usłyszałam chciałam się odwrócić. Dotyk zniknął równie szybko jak się pojawił. Odwróciłam się, ale koło mnie nikt nie stał. CO TO DO CHOLERY BYŁO?!!! Zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu Harry' ego co było kompletnie bez sensu, bo przecież on nie żyje. Ale przecież tego głosu nie da się pomylić z żadnym innym. Skierowałem się do naszego stolika i poinformowałam przyjaciół ze zaraz wracam. Daniel który już trochę wytrzeźwiał spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Zignorowałam to i poszłam do łazienki. Ochlapałam wodą twarz i i przejrzałam się w lustrze. 

Przesłyszałam się. Na 100%. To nie prawda. Za bardzo za nim tęsknię i to dlatego. Po prostu spędziłam dzisiaj sporo czasu wśród zakochanych,i odwala mi.

Nawet nie zauważyłam, kiedy łzy zaczęły płynąć mi po policzkach. To nie jest dobry moment. Szybko ogarnęłam się i wyszłam z łazienki. Zaczęłam się kierować w stronę wyjścia, ale zostałam zatrzymana.

Niall.

- Hej, gdzie idziesz? Chodź potańczyć.

- Słuchaj, ja idę się przewietrzyć bo trochę mi duszno - powiedziałam próbując przekrzyczeć muzykę.
- Dobra. Tylko wracaj szybko! - dodał coś jeszcze, ale już go nie usłyszałam.
Byłam już blisko drzwi, kiedy stanęłam jak bym była sparaliżowana.

Nie, nie, nie to nie prawda.

On tam nie stoi i nie uśmiecha się do mnie. To wszystko istnieje tylko w mojej głowie. Za dużo procentów, za dużo ludzi, stres z całego tygodnia.
W końcu udało mi się ruszyć do przodu. Kiedy byłam już na zewnątrz podeszłam do miejsca, gdzie stał przed jakąś sekundą. Widziałam tylko, jak się oddala. Nagle odwrócił się i uśmiechnął jeszcze raz. To nie prawda, jego tam nie ma.

Przecież jego już w ogóle nie ma.

- Harry!!! Harry!!! - zaczęłam krzyczeć. Odwrócił się ponownie, złożył ręce jak do modlitwy i krzyknął:

- Przepraszam, ale muszę. Przepraszam!
Ruszyłam za nim na tyle ile to było możliwe w tych butach. Po paru sekundach stanęłam i rozejrzałam się dookoła. Było ciemno, i nie byłam pewna czy wybiorę dobry kierunek. Może lepiej nie ryzykować... co jeżeli chłopak na motorze jest tutaj i mnie obserwuje? Potarłam ramiona, na których pojawiła się gęsia skórka.

- Hej! Co robisz? - zapytał ktoś za moimi plecami.
Odwróciłam się gwałtownie, żeby spojrzeć prosto w orzechowe oczy Daniela.

- Ja... spojrzałam na ciemną ulicę... wyszłam się przewietrzyć.

Uniósł brwi.

- Sama? Po ciemku?
Wzruszyłam ramionami i spuściłam wzrok.

- Chodź, wróćmy do reszty.
Przytaknęłam, odwracając się raz jeszcze. Wydawało mi się, że postawna sylwetka mignęła mi w ciemności, ale to nie byłoby pierwsze przywidzenie tego wieczoru. Daniel objął mnie ramieniem, chroniąc mnie przed chłodnym wiaterkiem.
Spojrzałam na niego, odczuwając nagły przypływ uczuć.

- Dziękuje.

- Za co? - uśmiechnął się.

- Że jesteś, że nie zniknąłeś jak cała reszta.

- Jaka cała reszta? - zapytał, otwierając drzwi klubu. Drugie wejście nie było wcale przyjemniejsze dla nosa - Przecież wszyscy tu są! -podniósł głos, gdyż muzyka zagłuszyła nas.
Na chwilę wróciliśmy do naszego stolika. Daniel myślał chyba, że będziemy siedzieć, bo zajął swoje poprzednie miejsce. Rozejrzałam się szybko po stoliku. Dostrzegłam nietkniętą szklankę z niebieskim drinkiem. Sięgnęłam po nią i wypiłam jednym haustem.
Daniel spojrzał na mnie z rozbawieniem.

- Rozumiem że jutrzejszy kac na razie cię nie dotyczy?

- Nie w tej chwili - roześmiałam się trochę sztucznie i wyciągnęłam do niego dłoń - Chodź.

Spojrzał na nią, jakby nie bardzo wiedział co ma robić. Podjęłam więc decyzję za niego. Złapałam go za rękę i pociągnęłam za sobą. Stanęłam w miejscu, gdzie tłum był chyba najgęściejszy. Nie widziałam w pobliżu nikogo z naszego towarzystwa, ale to działało na moją korzyść. Lepiej żeby nie widzieli co planuje za chwilę robić.

Mimo że piosenka była bardzo energiczna, a wibracje z basu odczuwało się w całym ciele, zaczęłam kręcić biodrami. Wolno, seksownie... Uniosłam ręce do góry i kiwnęłam palcem na Rossa, żeby do mnie dołączył. Jego otwarte usta i oczy wpatrzone we mnie doskonale wnioskowały o tym, że nie spodziewał się czegoś takiego.

- No rusz się, staruchu! - krzyknęłam.
Uśmiechnął się szeroko, mrużąc przy tym lekko jedno oko.

- Co ty wyprawiasz?

- Ja? Tańczę! Dalej, nie stój tak! - zaśmiałam się, i z rękami w górze zrobiłam kilka obrotów. Przez muzykę usłyszałam jego głośny śmiech.
- Okej. Jak sobie życzysz.
Na początku wyraźnie się krępował, rozglądał się. Po pewnym czasie rozluźnił się, co było widać także po jego ruchach. Usłyszałam pierwsze dźwięki Rihanny.
Zauważyłam, że Daniel próbuje mnie od czasu do czasu dotykać. W pewnym momencie wykonał tak gwałtowny ruch, jakiego się po nim nie spodziewałam. Chwycił mnie za dłoń, odwrócił tyłem i przysunął się blisko, bardzo blisko. Zaczęliśmy poruszać się w jednakowym rytmie. Odchyliłam głowę do tyłu, opierając ją na jego piersi. On pochylił się do przodu. Czułam jego ciepły, szybki oddech na szyi. Chwilę później zastąpiły go jego usta. I już byłam pewna, że to nie z nim tańczyłam wcześniej. To nie był ten sam dotyk, nie te same pocałunki. Ale byłam już tak bardzo pijana, że w tym momencie nie odgrywało to zbyt dużej różnicy.

Odwróciłam się do niego przodem. Nie zaprotestowałam, kiedy pochylił się i delikatnie musnął moje usta, niczym piórko. Uśmiechnęłam się delikatnie dając mu znak, że mam ochotę na więcej. Położył mi dłonie na policzkach i przysunął o pół kroku bliżej. Całowaliśmy się tak długo, że straciłam oddech. Puścił mnie, ale nie zmniejszył odległości między nami. Zresztą, ona właściwie nie istniała. Zamrugałam kilka razy. Daniel patrzył na mnie z... uczuciem? Zmieszana opuściłam wzrok, czując oblewający moją twarz rumieniec.
Delikatnym ruchem odgarnął mi kosmyk włosów. Za chwilę jednak uśmiech zniknął, a na czole pojawiła się zmarszczka. Przyłożył dłoń do mojego czoła.

- Powinniśmy się zbierać! - krzyknął - Nie chce żebyś się rozchorowała!
Pokiwałam głową i pozwoliłam zaprowadzić się do stolika, żeby zabrać swoje rzeczy.


***


Obudziłam się w swoim łóżku, ze strasznym bólem głowy. Nic nie pamiętam co działo się po tym jak wróciłam z Danielem do klubu. Odrzuciłam kołdrę i podreptałam do kuchni po tabletki od bólu. Wzięłam szklankę i poszłam z powrotem do siebie, po drodze natykając się na Nialla w samych spodniach i z koszulką w ręce.

- Hej kochasiu - wychrypiałam.

- Co? Ale ja... Nie... My nic... - wydukał speszony.

- Tylko winny się tłumaczy - minęłam go, przy okazji mierzwiąc mu włosy.
Niall tylko je poprawił, założył bluzkę i zszedł na dół.

- Ale ty wcale nie lepsza! - krzyknął z dołu.

- Słucham? - zdziwiona odwróciłam się gwałtownie.

- No wiesz... Wczoraj widziałem Cię z jakimś typkiem, tańczyłaś z nim... i nie tylko... -mówił, a kiedy widział moją zdziwioną i jednocześnie wystraszoną minę ciągnął dalej - Taki w kręconych włosach i bandance... Chyba go gdzieś widziałem, ale ręki za to nie dam uciąć.

- Czyli jednak to on - powiedziałam sama do siebie, ale blondyn to usłyszał.

- Kto? Dobra nie ważne, muszę lecieć. Pa - podszedł do mnie i przytulił.

- Hej - powiedziałam oszołomiona tym co usłyszałam.
Kręcone włosy wystarczyły mi żeby wiedzieć, że on mówił o Harry'm. Usiadłam na schodach i schowałam twarz w rękach. Nie wiedziałam co w tej chwili czuję: złość, rozczarowanie, smutek, ulgę, radość... Chyba wszystko naraz. To wszystko mnie przytłaczało.
Czyli jednak nie miałam halucynacji. On naprawdę żyje.
Zaczęłam wszystko  analizować i to było niemożliwe, żeby on zmartwychwstał.
Dobra, zacznijmy od początku.
Harry zginął w wypadku, bo wjechał w drzewo i wyleciał przez przednią szybę. Widziałam go bladego, był strasznie zimny i nie oddychał. Przecież nie mógł wstrzymywać oddechu na tak długo. To niemożliwe. Widziałam go w trumnie... nie chwila, nie widziałam, bo rodzice Hazzy nie chcieli. Ale dlaczego, przecież nie był na tyle zmasakrowany, żeby zamykać trumnę. Więc może oni coś wiedzą. No jasne że wiedzą, przecież oni chowali swojego syna. Jeśli w ogóle umarł.
Z zamyśleń wyrwał mnie głos Diany.

- Hejka, co tak tu siedzisz sama?

- A nic, nie ważne... zamyśliłam się - powiedziałam wymijająco i szybko zmieniłam temat - Co robiliście wczoraj w nocy z Niallem? Nie wiem czy dobrze pamiętam, ale chyba coś słyszałam...

- Co? To chyba źle słyszałaś!  -powiedziała i spuściła głowę.
Spojrzałam na nią z miną „Nie udawaj, ja wiem WSZYSTKO”.

- Oj boże, czego ty ode mnie chcesz. Ty święta też nie jesteś - miała coś jeszcze dodać, ale wiedziała, że może mnie to zasmucić.
Wstałam i ruszyłam znowu do swojego pokoju. Założyłam pierwszą lepszą bluzkę, legginsy i kozaki. Przeczesałam szybko włosy i wyszłam z domu po to, by pójść po bułki do piekarni. Kiedy już za nie zapłaciłam i miałam wychodzić wpadłam na kogoś.

- Przepraszam, powinn...ooo, to pan... -rozejrzałam się po piekarni, ale oprócz nas była tylko para staruszków.

- A kto inny? - Daniel spojrzał na mnie z góry i przygryzł wargę.
Wyglądał w tej chwili jak Harry, loki opadały mu na czoło, dołeczki w policzkach były widoczne. Oczy błyszczały mu jak tafla wody w słońcu.
Dobra Angel ogarnij się, to twój nauczyciel.

- No wie pan, nie spodziewałam się, że spotkam pana poza szkołą.
Spojrzał na mnie i uniósł jedną brew.

- Przecież poza szkołą mam życie prywatne, razem też wychodziliśmy. I już mówiłem mów mi Daniel.
Znowu rozejrzałam się z obawy o potencjalnych słuchaczach i posłałam mu lekki uśmiech.

- Hmmm... Masz ochotę umówić się na śniadanie?

- Słucham? - patrzyłam na niego oszołomiona.

- Chciałbym Cię zaprosić na śniadanie - złapał mój podbródek i przybliżył się trochę - Co ty na to?
Wiecie, dyskoteka to inna sprawa, on mógł się tam znaleźć przez przypadek. Natomiast jeśli dwie osoby siedzą przy stoliku, jedzą i rozmawiają trudno to nazwać przypadkiem.
I co ja mam teraz zrobić? Szybko przeanalizowałam za i przeciw.

- Hmmm no nie wiem... to znaczy nie wiem czy wypada. Jesteś moim nauczycielem...

- Co z tego? - zapytał, a kiedy nic nie odpowiedziałam, dodał - Jeśli się tak boisz, możemy wziąć na wynos i pójdziemy do mnie. A jak ktoś ze szkoły nas spotka powiemy, że spotkałaś mnie i chciałaś się dowiedzieć na konkurs, albo o projekcie, w końcu jesteśmy razem... w parze... w projekcie.

- W sumie to było możliwe, że na siebie wpadliśmy przypadkiem. No w końcu tak było.
Spojrzałam na niego, a że był ode mnie wyższy musiałam zadrzeć głowę do góry.
Patrzył na mnie z wyczekiwaniem... i nadzieją.

- Dobrze.
Idąc przez miasto weszliśmy jeszcze do Starbucksa po kawę, rozmawialiśmy trochę o szkole. Zaczął opowiadać o tym, jak studiował. O dziwo, ciekawiło mnie to. Przyglądałam mu się z uwagą. To jak jego włosy opadały w nieładzie na jego twarz kiedy pochylał się, żeby ukryć rumieniec... to było urocze. Był tylko kilka lat starszy ode mnie, ale zachowywał się dokładnie jak... Harry. Na jego wspomnienie poczułam ukłucie w sercu. Łzy zaczęły napływać do moich oczu. Nie tak trudno było sobie wyobrazić, że to właśnie z nim teraz idę. Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. Szybko ją starłam, żeby Daniel nie zauważył, ale chyba mi się nie udało. Stanął przede mną i podniósł mi głowę.

- Co się stało? Coś powiedziałem? - spytał, a w jego słowach słychać było troskę.

- Nie, wszystko w porządku - pociągnęłam nosem.

- Przecież widzę.

- Ok. Cały czas myślę o Harry'm.

- O twoim chłopaku?

- Nie wiem czy mogę go ciągle nazywać moim chłopakiem, skoro... - przełknęłam ślinę - nie żyje.

- Tak mi przykro... Nie wiem co mógłbym zrobić, żebyś przestała być smutna.
Przytulił mnie, a ja wtuliłam się w jego ramiona, nie kontrolując tego co robię. Miałam wrażenie że ten dotyk jest znajomy, ale byłam pewna, że nigdy nie przytulałam Daniela...prawda? Byliśmy w wąskiej uliczce między jednym blokiem a drugim, nikogo tu nie było poza nami. Podniosłam głowę żeby spojrzeć na niego. Chciałam zrobić krok do tyłu, ale nie mogłam przez to, że mnie trzymał. Nawet się nie spostrzegłam, kiedy się pochylił
Zbliżył usta do moich i wyszeptał:

- Dlaczego nie pozwalasz mi się dotykać? Wczoraj to nie było dla Ciebie problemem.
Ocknęłam się i odepchnęłam go lekko.

- Wie pan, ja już pójdę - powiedziałam, naciskając na słowo „pan” i pobiegłam.
Usłyszałam jeszcze za sobą:

- Angie, przepraszam!


***


Wbiegłam do domu zdyszana. Położyłam bułki i poszłam do pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz i rzuciłam się na łóżko. Jak mógł próbować mnie pocałować? ZNOWU?! Ostatni raz kiedy to zrobił obiecałam mu, że pójdę do dyrektora a on znowu spróbował. No dobra jest przystojny i niewiele starszy od nas, ale to nie wyklucza tego, że jest moim nauczycielem.
Poszłam do łazienki wziąć długi prysznic. Zdjęłam z siebie wszystkie ubrania, odkręciłam wodę i weszłam pod strumień.
Zaczęłam sobie przypominać wszystko przez co przechodziłam.
Jak zarabiałam, jak byłam z Lucasem. Jak wszedł pod prysznic w ubraniach, a później zaczęłam się śmiać z jego różowej gumki. Komicznie to wyglądało. Stałam pod prysznicem dość długo. Kiedy już uznałam, że zmyłam z siebie cały ciężar wczorajszego i dzisiejszego dnia owinęłam się ręcznikiem i wyszłam. Ubrałam T-shirt, dresy i bluzę, rozczesałam i wysuszyłam włosy i wyszłam pospacerować. Wzięłam ze sobą jedynie telefon i słuchawki. Włączyłam piosenki i szłam w niewiadomym kierunku. Chciałam odpocząć od tego wszystkiego. Było mi ciężko. Śmierć chłopaka, nauczyciel który mnie całuje. Tego było za wiele.

I co do cholery Daniel miał na myśli mówiąc „Wczoraj to nie było dla Ciebie problemem”?!



__________________________

Dobra teraz trzeba naprawdę przeprosić i się wytłumaczyć.
Miałam troszkę trudne dni w marcu, więc nawet was nie będę okłamywać, że nie miałam czasu przepisać bla, bla, bla. Po prostu nie miałam ochoty przepisywać rozdział.
Zaczęłam przepisywać na telefonie i zapisałam tylko początek. Miałam się zabrać znowu za przepisywanie w sobotę, ale choroba mnie złapała i musiałam poprosić Maję.
Bez niej pewnie kolejny miesiąc nie było by rozdziału.

Jest mi z tego powodu głupio i mam wyrzuty sumienia.

PRZEPRASZAM :(







27 lut 2015

Rozdział 78

Rozmyślanie przerwał mi dzwonek do drzwi. Szybko zerwałam się i podeszłam do drzwi. Przed nimi ujrzałam... piękną dziewczynę.
Nie Harry'ego. Nie chłopaka w czapce, który śpiewał w klubie wczoraj wieczorem.
Tylko dziewczynę. Miała długie blond włosy, niebieskie oczy i szeroki uśmiech na twarzy. Normalny człowiek uśmiechnąłby się kulturalnie i przywitał, ale byłam bardzo rozczarowana.
Laska założyła kosmyk włosów za ucho.

- Cześć... to ty masz mój zeszyt? - zapytała słodziutkim głosikiem.

*Perspektywa Chrisa*

Jechałem do domu jak wariat, poważnie. Nie potrafiłem zrozumieć jak można być takim idiotą żeby coś zgubić, i tego nie zauważyć. A już tak się do niego przyzwyczaiłem... pozostawała mi tylko nadzieja, że sprzątaczka lokalu znajdzie go i zostawi na przechowanie. Że nie znajdzie go żaden z gości... na przykład ona.
Usiadłem przed komputerem i ruszyłem myszką. Ciemny pokój zalało nikłe światło padające z wyświetlacza. Szybko wystukałem adres instagrama, dokładniej jej profilu. Pominąłem zdjęcia jej posiłków, które często dodawała, czy umalowanych paznokci. Skupiłem się na tych, na których była ona. Smutna, albo uśmiechnięta, z Dianą. Przyłożyłem dłoń do ekranu i przesunąłem po jej spikselowanym policzku.
Westchnąłem głęboko i wstałem do kuchni. Wyjąłem butelkę zimnego piwa z zdjąłem kapsel. Zimna ciecz przepłynęła mi przez wciąż ściśnięte gardło. Wróciłem do ciemnego pokoju. Włączyłem następne zdjęcie, nigdy go wcześniej nie widziałem. Była z tym złamasem... właściwie to to zdjęcie było z dzisiaj, sprzed godziny. Musiała robić je Diana, mogłem się założyć.

- Nienawidzę Cię - powiedziałem do komputerowego Rossa.
Zamknąłem jej konto i wszedłem na Facebooka. Opróżniłem butelkę już właściwie do połowy. Bezmyślnie przesuwałem stronę w dół, nie koncentrując się na niczym konkretnym.
Dopiero kiedy wszedłem na jej Fb i zobaczyłem ogłoszenie... coś we mnie aż krzyczało żebym pojechał do niej.

„To jest odpowiedni moment - podpowiadał mi głos w głowie - zobaczysz ją z bliska, dotkniesz, porozmawiasz. Jedź tam. Druga taka okazja może się nie przytrafić. Wyjaśnisz jej wszystko. Jeszcze nie jest za późno. Masz szansę.”

Wyciągnąłem rękę i zamknąłem ze złością laptop. Jednym haustem wypiłem resztę piwa i odstawiłem pustą butelkę na stół. Wstałem i odsunąłem żaluzję z okna.
Muszę być bardziej popierdolony niż myślałem jeżeli uważam, że to wypali.
Ulica była pusta, zepsuta latarnia mrugała wkurzająco tuż przed moim oknem. Zacząłem bębnić nerwowo palcami w parapet.
Myśl kurwa, myśl.
Jednego byłem pewien: nie mogę tam pojechać. I że nie mogę poprosić żadnego chłopaka o pomoc, bo wyśmieliby mnie. Przewróciłem oczami. Została mi tylko jedna możliwość. Niechętnie wyjąłem komórkę z kieszeni. Trudno, muszę odzyskać ten dziennik.
Odczekałem kilka sygnałów, aż w końcu usłyszałem oczekiwany głos w słuchawce.

- Chris?

- Ta... Słuchaj, mam do Ciebie sprawę.

- Jestem do Twojej dyspozycji kotku -odpowiedziała Kamil.
Na jej odpowiedź przewróciłem oczami i kontynuowałem dalej.

*Perspektywa Angel*

- Um... Tak, to ja... proszę, wejdź. - otworzyłam szerzej drzwi i przepuściłam ją w progu. Zamknęłam je na zamek i oparłam się o nie plecami, w duchu licząc szybko do dziesięciu.
Spokojnie, oddychaj.

- Jestem Ange... Angie - wyciągnęłam do niej rękę.

- Kamil - jej białe zęby znowu błysnęły w uśmiechu.

- To... to Twój dziennik?
Kamil zaśmiała się odrobinę sztucznie.

- Oh nie, nie mój. Jest... mojego chłopaka, tak. - potaknęła, jakby sama musiała upewnić się co do swoich słów.
Sięgnęłam na półkę i odrobinę niechętnie podałam go jej.

- Dziękuje.

- Nie ma sprawy. Przekaż... przepraszam, jak on ma na imię?

- Chris.
Oh.

- W takim razie przekaż Chrisowi, żeby na następny raz podpisał go, oszczędzi sobie sporo kłopotu.

- Taak... Z pewnością przekażę.
Potaknęłam, rozglądając się nerwowo ze względu na ciszę, jaka zapanowała.

- To ten... ja już będę uciekać, Chris pewnie już na mnie czeka. Jeszcze raz dziękuje za oddanie go.
Wzruszyłam ramionami.

- Jasne, nie ma sprawy.
Byłyśmy właściwie już przy drzwiach, kiedy podjęłam jeszcze jedną, desperacką próbę.

- A czemu... Chris nie odebrał go sam? - zapytałam niby od niechcenia.

- On... no wiesz... -zaczęła uciekać wzrokiem, widać było że szuka jakiegoś wiarygodnego kłamstwa - No nieważne. Cześć, miło było Cię poznać.

- Taa, Ciebie też... - odparłam z przekąsem i zamknęłam drzwi.
Tak, właśnie oficjalnie straciłam nadzieję.
Nagle rozległy się ciche kroki z góry i u szczytu schodów stanęła w piżamie zaspana Diana. Leniwym ruchem potarła pięścią oko.

- Dzień dobry. Co mnie ominęło?
Nie wytrzymałam, parsknęłam śmiechem.
Diana zmarszczyła czoło i zeszła na dół.

- To znaczy?

- Oh no wiesz, nic ciekawego... Tylko twoja przyjaciółka dostała świra.
Mitchelle rzeczywiście popatrzyła na mnie jak na kogoś z dysfunkcją mózgową, złapała za rękę i pociągnęła do kuchni.

- Chodź, zjemy śniadanie. Chyba dawno nie miałaś nic w żołądku.
W odpowiedzi znowu się roześmiałam.

*Perspektywa Kamil*

Tak jak obiecał, dziewczyna miała ten jego głupi zeszycik i czekała, aż ktoś go odbierze.
Nie fatygowałam się pukaniem do niego, właściwie od zawsze wchodziłam do niego bez uprzedzenia.

-Jeestem! - zawołałam, zatrzaskując za sobą drzwi.
Chris wyszedł z kuchni i popatrzył na mnie z oczekiwaniem.

- No i? Masz go?
Wyjęłam zeszyt z torebki i rzuciłam w jego stronę. Zręcznie złapał, na co musiałam zagryźć wargę.

-Dzięki.
Poprawiłam włosy.

- Nie ma za co.
Położył go na stole, zgarniając stamtąd butelkę piwa.

- Masz jeszcze jedną? - zapytałam, chcąc nawiązać jakąś rozmowę.

- W lodówce. Weź sobie.
Jak milutko. Z drugiej strony zawsze był wobec mnie taki oschły. On mnie odrzucał, a mnie to kręciło jeszcze bardziej.
Usiadłam z alkoholem w ręce na kanapie obok niego.

- To powiesz mi teraz, czemu nie mogłeś iść po to sam?
Chris popatrzył na mnie od niechcenia.

- Po prostu znam ją i nie chciałem się z nią spotkać.
Zmarszczyłam czoło.

- Czyli to twoja eks?
Chris uciekł wzrokiem.

- Można tak powiedzieć.
Odchrząknął i upił łyka.

- Co mówiła?

- No wiesz, pytała czy to jest mój zeszyt...

- Dziennik - poprawił mnie. - Co jej powiedziałaś?

- Że jest twój.
Gwałtownie odwrócił się w moją stronę.

- Coś jeszcze? - wysyczał.
Ścisnęłam mocniej butelkę.

- Nie. Nic więcej.

- Na pewno? -uniósł brew.

- Tak. Tylko tyle.
Oparł się z powrotem na oparcie.

- Powinnaś już iść.

- Oj nie bądź taki, nie wyganiaj mnie...
Założyłam nogę na nogę i przesunęłam moim paznokciem po jego bicepsie. Złapał mnie mocno za nadgarstek i odsunął mi rękę, kładąc na kolanie.

- Zdecydowanie powinnaś iść.

- Okej, okej. - wstałam - A co z moją zapłatą?
Przewrócił oczami, ale wstał i poszedł do pokoju obok. Po chwili wrócił z małą saszetką i wepchnął mi ją do dłoni.

- Ile? - spytałam

- Dziesięć gram.
Wsadziłam ją do torebki i pochyliłam się, chcąc go pocałować w policzek. Nie zdążyłam, bo odsunął się.

- Do widzenia, Kamil - rzucił sucho i wrócił na swoje stałe miejsce.

*Perspektywa Chrisa*

Poszła, w końcu. To niesamowite jak ktoś może być upierdliwy, nawet nieświadomie. Wstałem i wziąłem dziennik do ręki. Jeszcze parę minut temu ona go dotykała. Jej smukłe palce przekręcały te same kartki co ja. Pewnie go czytała, próbując dowiedzieć się do kogo należy. Dobrze, że się nie podpisałem... teoretycznie.
Otworzyłem na ostatniej stronie. W prawym dolnym rogu, czarnym atramentem widniały dwie małe literki.
H.S.
Bez szans, nie mogła tego zobaczyć. Nawet jeśli, nie domyśliła się.
Przerzuciłem szybko wszystkie kartki. Wiecie, to tak jak z książką, która należy do Was. Pożyczacie ją komuś, a kiedy oddaje macie ochotę złoić mu skórę za choćby najmniejsze rozerwanie, zadrapanie czy plamę, które znajdziecie. Dokładnie tak się teraz czułem. Kiedy upewniłem się, że wszystko jest w takim samym stanie, otworzyłem na ostatniej zapisanej przeze mnie stronie.
Od razu zauważyłem słowa, które nie wyszły spod mojej ręki. Przesunąłem palcem po lekko pochyłych, zawijanych literach.
Ona to dopisała.

- Angel - wyszeptałem.
Starałem skupić się na literach, ale nie mogłem. Wyobrażałem ją sobie, pochylającą się nad kartką, skrupulatnie zapisującą słowa które mam teraz przed oczami. Przygryzała wargę, próbując się skupić. Lewą ręką odgarniała włosy, opadające jej na oczy.

- Jezu - jęknąłem i zerwałem się z miejsca.
Zrobiłem kilka rundek po pokoju, żeby się uspokoić. Czułem jakby dziennik mnie przyciągał, żebym przeczytał nowe zdania zapisane w nim. Logika podpowiadała mi jednak, żebym tego nie robił, że to może mieć złe konsekwencje.

- Pieprzyć logikę - mruknąłem i znowu usiadłem.
Moje oczy przesunęły się po słowach minimum dwa razy, zanim zacząłem czytać ze zrozumieniem. 

„Oddałabym Ci mój ostatni oddech, jeśli tylko byś tego potrzebował”

„Dziura w moim sercu ma twój kształt i nikt inny do niej nie pasuje”

To naprawdę są jej słowa? Ja... nie wiedziałem, że ona tak się czuje... Zacząłem nerwowo skubać wargę.
Moje myśli zaczęły krążyć wokół niej. Ile łez wylała przeze mnie? Ile razy... zrobiła sobie krzywdę? Może i Caroline i Zayn są jej przyjaciółmi, ale nie wiedzą co się dzieje za drzwiami, kiedy wychodzą.
Najgorsze zawsze są noce. Wtedy jest najtrudniej, najwięcej się myśli, rozważa. Czy to wtedy Angel najbardziej się martwi? Ile bezsennych nocy ma za sobą?
Czy obwinia siebie za to, co się stało?
Kurwa.
Wstałem i wcisnąłem ręce głęboko do kieszeni. Tak cholernie mnie ciągnęło do pokoju obok. Wiedziałem, że pożałuję przeczytania tego. Nie sądziłem tylko, że to nastąpi tak szybko. Poczłapałem do lodówki i chciałem wyjąć piwo, ale okazało się, że skończyło się. Nie pojadę do sklepu, bo wiem czym to się skończy. Pojadę do niej.
A te konsekwencje będą znacznie gorsze.
W końcu wszedł em do tego samego pokoju z którego przyniosłem zapłatę. Otworzyłem szufladę, a później uniosłem jej drugie dno. To tam trzymałem... wszystko. Wyjąłem jedną i poszedłem do łazienki. Pochyliłem się nad umywalką i ochlapałem się zimną wodą.

- Ogarnij się człowieku! - powiedziałem sam sobie
Spojrzałem na swoje odbicie.

- Kim ty kurwa jesteś?
Wysypałem zawartość na pralkę. Rozdzieliłem na dwie części. Wyrównałem palcem w dwie proste linie.
Pochyliłem się i wciągnąłem jedną kreskę, później drugą.
Odchyliłem głowę.
Znałem odpowiedź na własne pytanie.

Jestem ćpunem.


_________________________
Przepraszam, że dodaje rozdział dopiero teraz ale nie miałam kiedy napisać rozdziału a później nie wiedziałam co napisać i nie miałam weny. Gdyby nie Maja nie było by rozdziały jeszcze długo.

Ale chciałam wam to jakoś wynagrodzić i dlatego wstawiam nowy zwiastun a raczej pierwszą część tego zwiastunu.

https://www.youtube.com/watch?v=Ux2FFBwjADQ


Mam nadzieje że się spodoba

Przypominam o #nyaPL

3 lut 2015

Rozdział 77

"Uświadomiła sobie w końcu, że być może most ten spłonął już dawno temu, a ona po prostu nie potrafiła tego dostrzec. Przez ten cały czas spacerowała spalonym mostem, nie mogąc znieść myśli, że jest on jedynie ruiną, zgliszczami, na których nigdy nic już nie wyrośnie".

...nagle w głowie zaświtała mi pewna myśl. Pragnąłem zrealizować ją, zanim stracę odwagę. Wstałem od stolika...

Podszedłem do gościa przy sprzęcie i poprosiłem go, żeby puścił Bruno Mars - When I Was Your Man. Podniósł kciuk do góry, a ja założyłem moją czapkę na głowę, a notes włożyłem do tylnej kieszeni. 
Wszedłem na scenę i stanąłem przed mikrofonem i jak tylko usłyszałem muzykę zacząłem śpiewać i odpłynąłem.


Wszystkie wspomnienia, uczucia, emocje które tak długo trzymałem w sobie, którym nie pozwałem wyjść na zewnątrz. Teraz nie miałem wyjścia, musiałem pozwolić inaczej bym wybuchł.

ONA. TEN DUPEK KTÓRY NIE UMIAŁ JEJ UTRZYMAĆ PRZY SOBIE. KTÓRY JĄ KRZYWDZIŁ, I..... ON 
KTÓRY POTRAFIŁ JĄ URATOWAĆ, ALE TEŻ SKRZYWDZIĆ 

Odważyłem się otworzyć oczy i ukradkiem spojrzeć na nią, nie patrzyła się w stronę sceny, była zajęta tym kimś, a ja śpiewałem dalej. 
To jest takie trudne, myśl że się już wszystko straciło i to nie wróci. Pojedyncza łza kreśliła niewidzialną ścieżkę po moim policzku. 

Piosenka zbliżała się do końca, a ja nie chciałem kończyć. Wspomnienie jej ciepłych ust na moich i jej rąk na moim ciele, dobija mnie jeszcze bardziej. JA TAK BARDZO ZA NIĄ TĘSKNIE.
Teraz patrzyłem w jej stronę i śpiewałem ostatnie słowa i miałem tylko nadzieje że zrozumie że to do niej.

"Choć to boli, będę pierwszy który powie, że się pomyliłem.
Oh, wiem, że pewnie jest już za późno,
By się starać i przepraszać za moje błędy,
Ale chcę, żebyś wiedziała:
Mam nadzieję, że on kupuje Ci kwiaty i trzyma Cię za rękę.
Oddaje Ci cały swój czas, kiedy ma szansę.
Zabiera na każdą imprezę, bo pamiętam jak bardzo kochałaś tańczyć.
Robi te wszystkie rzeczy, które ja powinienem był robić, kiedy byłem Twoim mężczyzną.
Robi te wszystkie rzeczy, które ja powinienem był robić, kiedy byłem Twoim mężczyzną."

I w tym momencie się odwróciła. Zobaczyłem tylko w jej oczach łzy i już wiedziałem, że zrozumiała.
Poprawiłem czapkę i zauważyłem, że wstała od stolika.

NIE, NIE MOGĘ NA TO POZWOLIĆ. 

Zbiegłem ze sceny tak szybko jak tylko mogłem i skierowałem się do wyjścia. Kiedy poczułem świeże powietrze, zorientowałem się, że nie mam w kieszeni dziennika. 

- Cholera - powiedziałem sam do siebie. 
Nie mogłem tam wrócić. 

*Perspektywa Angel*

Podeszłam pod scenę, ale jego już nie był. Byłam pewna, że to Harry ten głos jak śpiewa. tak właśnie brzmiał kiedy pisał swoją piosenkę.
Spuściłam głowę i zobaczyłam jakiś notes, więc schyliłam się, żeby go podnieść. 
Kiedy wyprostowałam się poczułam, czyjąś rękę na ramieniu.

- Wszystko w porządku? - zapytał Daniel.

- Ymm tak - powiedziałam chowając notes do torebki.
Uśmiechnęłam się do niego i wróciliśmy do stolika.

Cały wieczór myślałam o tym co się stało. Głos Harry'ego. Tego nie da się wymyślić. A może jednak. 
Ale on nie wyglądał jak Harry. Nie widać było jego ślicznych loczków. Za to ta czapka. Harry nigdy nie zakładał czapek z daszkiem.

- Angel może cie odwiozę hmm, nie wyglądasz za dobrze. - powiedziała Diana.

- Dobrze - uśmiechnęłam się słabo. 


***

Jechaliśmy w ciszy, ale Diana przerwała ją.

- Ok Angie. Co się do jasnej cholery z tobą dzieje?

- Nic się nie dzieje. Po prostu boli mnie głowa. - powiedziałam wymijająco.
Nie chciałam jej mówić o tym co myślę, bo i tak by mi nie uwierzyła. 

- Angel przecież widzę, że coś jest nie tak. - powiedziała ale ja się nie odezwałam a ona mówiła dalej. - Czemu się tak zerwałaś coś się musiało stać Daniel coś ci powiedział?

- Nie to nie o niego chodzi.

- Ok. Dobra  nie chcesz mówić to nie mów, ale musisz mi powiedzieć co jest między tobą a Danielem.

- Bardzo go lubię i on mnie chyba też, ale nie wiem czy ta znajomość zmieni cię w coś innego.
Diana spojrzała na mnie zabójczym wzrokiem.

- Kochana, wy już się zachowujecie jak para.
Przewróciłam oczami i nie odpowiedziałam.

- No dobra widzę, że jesteś mało rozmowna dziś.


***

Diana przywiozła mnie do domu a sama jeszcze pojechała do klubu. 
Weszłam do domu, rozebrałam się i od razu skierowałam się do pokoju. Położyłam torbę na łóżku i poszłam wziąć prysznic i wreszcie odpocząć. 
Kiedy poczułam strumień letniej wody na mojej skórze, wiedziałam że tego mi było najbardziej brakowało. Myślami wróciłam do klubu i tego co się dziś stało. 

Ok zacznijmy od początku. 
Siedziałam z Danielem, Dianą i Niallem. Ross mówił jak to kiedyś zrobił psikusa swojemu nauczycielowi. Nie sądziłam, że jest taki zabawny. Potem Diana i Niall o czymś tam opowiadali, później Ktoś wszedł na scenę i nie zwracałam na to dużej uwagi dopóki nie zorientowałam się, że
znam ten głos. Kiedy się odwróciłam ten ktoś opuścił głowę i wybiegł, upuszczając...... NOTES.

Nie zajrzałam do niego!
Zakręciłam wodę szybko się wytarłam założyłam pidżamę i wróciłam do pokoju.
Siadłam na łóżku i otworzyłam notes. Byłam bardzo ciekawa co tam jest, wiec najpierw sprawdziłam czy nie jest gdzieś podpisany i czy nie ma żadnego kontaktu do właściciela, ale nic takiego nie znalazłam. 

Po przeczytaniu kilku kartek, stwierdziłam ze to nie notes tylko dziennik, gdzie są zapisane różne cytaty. Były różne, smutne, wesołe, na każdy dzień i humor.

"To wszystko zaczyna się właśnie w nocy. Jestem jedynym człowiekiem, który ma własne kino, ale z tego kina nie może wyjść. I to są właśnie moje noce."

"Nigdy naprawdę nie zrozumie się człowieka, dopóki nie spojrzy się na sprawy z jego punktu widzenia (...) dopóki nie wejdzie się w jego skórę, nie pochodzi się w jego skórze po świecie."

Miałam tak z Lucy, kiedy dowiedziałam się, że musi być pilnowana, bo mafia może jej coś zrobić.

"Gdy się na kimś zawiedziesz, to chwilowy ból. Wiesz co boli najbardziej? Najbardziej boli gdy czekasz i się nie doczekasz, gdy Twoje czekanie zostanie podsumowane cierpieniem i gdy wierzysz tak mocno, że gdy zdajesz sobie sprawę, że to nie nastąpi - tracisz wiarę we wszystko"

Skąd ja to znam.

"W pewnym momencie możesz spotkać kogoś, kto będzie dla Ciebie doskonały, w najmniejszych molekułach zaprojektowany by być Twoim największym skarbem i źródłem radości. Ta osoba może albo całkowicie Cię uszczęśliwić, albo totalnie zmiażdżyć."

Hmm...

"Naj­piękniej­sze są dni, w ciągu których pot­ra­fimy być tak po pros­tu bez­gra­nicznie szczęśli­wi i sa­mi nie wiemy z ja­kiego powodu."

"O praw­dzi­wej ra­dości możemy mówić wte­dy kiedy z uśmie­chem na twarzy pot­ra­fimy znieść wszys­tkie krzyw­dy i upokorzenia." 

To tylko kilka z tych wszystkich cytatów.  W pewnym momencie nie było już nic zapisane, ale wydło mi się to dziwne, że tylko pół, nawet nie, dziennika jest zapisane, więc kartkowałam dalej. Nagle znalazłam cytaty zapisane czarnym piórem oraz całkiem innym pismem niż te na początku. Zaczęłam je czytać. Były idealnie opisujące to co było między mną a Harry'm

"Chciałbym odzwyczaić się od wszystkiego, móc wszystko od nowa widzieć, od nowa słyszeć, od nowa czuć."

"Co to jest zdrada? 
To, że idziesz z kimś do łóżka na jedną noc? A może to, że gadasz z kimś przez całą noc o rzeczach, o których nigdy byś nie powiedział partnerowi?"

"Czasem obracam się i czuję w powietrzu Twój zapach i nie mogę, kurwa, nie mogę nie wyrazić tego potwornego kurewsko koszmarnego fizycznego bólu kurewskiej tęsknoty za Tobą. ”

Jezu czuje dokładnie to samo. Też tak się czułam kiedy zakładałam jego rzeczy kiedy jego już nie było.
Nie mogłam się powstrzymać i dopisałam tam swoją notatkę pod tym cytatem. 
"To dziwne jak bardzo pasuje ten cytat do dwóch osób, które prawdopodobnie się nie znają"

Mam nadzieje, że ten ktoś nie obrazi się, że dopisałam coś w jego dzienniku i planowałam dopisać jeden cytat, który dotyczył mnie jeszcze jak był przy mnie Harry, oraz dwa cytaty które dotyczą mnie teraz.

"Ale kiedy pojawiasz się, ból znika, i nie potrzebuje nikogo innego bo wiem że, jak co noc, zagubimy się oboje poszukując sztucznego raju."

Tak bardzo teraz za nim tęsknie.

"Od­dałabym ci mój os­tatni od­dech, jeśli tyl­ko byś te­go potrzebował... "

"Dziura w moim sercu ma twój kształt i nikt inny do niej nie pasuje."


***

Wczoraj przed snem, jeszcze weszłam na Fb i umieściłam ogłoszenie o tym, że znalazłam dziennik i żeby właściciel zgłosił się do mnie.

Ktoś napisał do mnie sms-a, że przyjedzie dziś po niego w południe , więc teraz czekam. Strasznie się boje tego wszystkiego, ale to chyba by było głupie gdyby Harry pojawił się przed moimi drzwiami tak jak gdyby nigdy nic. Rozmyślenie przerwał mi dzwonek do drzwi. Szybko zerwałam się i podeszłam do drzwi. Przed nimi ujrzałam...

_____________________________

Przez to, że tak długo nie było rozdziału postanowiłam dodać troszkę dłuższy.
Było ciężko, ale jest.
I przepraszam za wszystko,

Mam nadzieje że wam się podobało, ale znając moje szczęście to kiedy ja pisałam rozdział będzie mniej komentarzy.

i nie zapomnijcie o #nyaPL

Administrator