26 kwi 2014

Rozdział 47

- Diana proszę, nie rób tego... proszę - wyszeptałam i podeszłam do niej powoli.
Wyciągnęłam żyletkę z jej zziębniętej dłoni i wrzuciłam ją do zlewu. Diana wzdrygnęła się na nieprzyjemny dźwięk, jaki wydała w zetknięciu z umywalką. Wzięłam ją za rękę i wyciągnęłam z łazienki. Poszła za mną ze spuszczoną głową do pokoju i usiadła na łóżku. W końcu podniosła na mnie zaczerwienione oczy.

- Czemu? Czemu mi przerwałaś? - wydukała przez płacz.

 -To raczej ja się pytam: dlaczego?

- Naprawdę chcesz wiedzieć? - spytała, a ja jedynie kiwnęłam głową - Kiedy miałam 13 lat tata nas zostawił. Ja i moja mama załamałyśmy się, ale ja przeżyłam to znacznie gorzej. Zaczęło się od tego, że przestałam spotykać się z przyjaciółmi. Później przestałam chodzić do szkoły, nie mogłam się tam odnaleźć? Kiedy skończyłam nauczacie przestałam wychodzić z domu. Mogłam całe popołudnia wpatrywać się w ścianę. Kiedy mój brat, z którym byłam bardzo zżyta wyprowadził się, nie wytrzymałam. Załamałam się jeszcze bardziej i zaczęłam się ciąć.

Widziałam z jakim trudem przychodzi jej mówić to wszystko więc złapałam ją za rękę, aby dodać jej trochę otuchy.

- Hej, już spokojnie. Wszystko będzie dobrze.

- Ale to nie wszystko.

Zamilkłam, aby mogła dokończyć swoją opowieść. Nie mogłam uwierzyć, że jest coś jeszcze.

- Rok później miałam anoreksję. Wtedy zaczęli się ze mnie śmiać. Zaczęłam wtedy znowu chodzić do szkoły i stałam się pośmiewiskiem. Śmiali się z moich wystających kolan, obojczyków i takie tam. Nie mogłam sobie z tym poradzić. Później mój brat przyjechał do mnie, żeby porozmawiać. Stwierdził, że nie mogę się tak głodzić. Chodziłam do psychologów i z pomocą brata jakoś z tego wyszłam, a teraz wyglądam tak - uśmiechnęła się przez łzy - Mam troszkę ciała.

Patrzyłam na Dianę z rozdziawioną buzią.

- O mój boże. Moja historia to mały pryszcz w przeciwieństwie do Twojej.

- Angel... a mogłabyś mi ją opowiedzieć? Muszę zając czymś myśli, proszę. - powiedziała to łkając.

- Kiedy wróciłam z Barcelony nie miałam gdzie się podziać, było oczywiste że nie zostanę z Lucasem. Harry zaproponował mi, żebym zamieszkała z nim, ale miałam wrażenie, że robi to z litości. Postanowiłam wrócić do rodziców, którzy pod moją nieobecność bardzo się zadłużyli. Doszłam do wniosku że muszę im pomóc. Ale sposób na zarobek wybrałam najgorszy z możliwych.

- Kelnerka? - strzeliła Diana.

- Znacznie gorzej... prostytutka. - powiedziałam to z zamkniętymi oczami.

Widziałam jak oczy Diany otwierają się szeroko ze zdziwienia, ale nic nie powiedziała przez dłuższą chwilę, aż w końcu zapytała:

- Harry o niczym nie wiedział?
Spuściłam wzrok, strasznie było mi wstyd.

- W Barcelonie obiecałam mu, że więcej tego nie będę robić. Skłamałam. To był najtrudniejszy czas w moim życiu. Wracałam z ulicy i spędzałam weekendy z nim. Czułam się jak śmieć. Trwało to... dość długo. Pewnej niedzieli kiedy wróciłam do domu znalazłam moją mamę... martwą.

Diana zakryła usta dłonią, przerażona.

- Zastrzelili ją. - Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że płaczę. - Zastrzelili ją za to, że była zadłużona przez narkotyki. Miała oddać kasę za nie, ale spóźniła się z zapłatą. Ja byłam w szoku. Po tym jak zabrali jej ciało poszłam do łazienki. Chciałam wziąć tylko aspirynę, ale zrobiłam co innego. - Podwinęłam rękawek koszulki, pokazując bliznę na nadgarstku. W tamtym momencie coś we wzroku Diany się zmieniło, tak jakby zrozumiała, że podzielam jej problemy i że jesteśmy do siebie podobne.

- Kiedy już prawie straciłam przytomność do mieszkania wszedł Harry. To dzięki niemu jestem tu z tobą teraz... żywa.

Zamilkłam i przez dłuższy czas nic nie mówíłyśmy. W pewnej chwili jakoś tak naturalnie wyszło, że ściskałyśmy się z całych sił, okropnie rycząc. Podskoczyłyśmy ze strachu, kiedy ktoś cichutko zapukał do drzwi. W przebłysku świadomości popędziłam do łazienki i czym prędzej wyrzuciłam żyletkę do kosza. Obawiałam się, że to dyrektorka przyszła sprawdzić, czy wszystko w porządku. Ale z pokoju dobiegał cichy głos Diany i inny, męski. Weszłam do pokoju, spostrzegając Nialla kucającego przy łóżku Diany. Widać było że dopiero wstał.


Miał na sobie piżamę, a jego blond włosy były w nieładzie. Trzymał Dianę za rękę, a drugą otarł łzę z policzka. Ścisnęło mnie w brzuchu na myśl, jak często Harry to robił.


- Cześć - powiedziałam.
Niall podskoczył jak oparzony i schował ręce za plecy, na co Diana parsknęła śmiechem.


- Przepraszam... usłyszałem hałas i przyszedłem sprawdzić, czy wszystko w porządku.

Diana wstała i spojrzała na niego z uśmiechem.

- Dziękuje, nie musiałeś. To strasznie słodkie.

- Dobrze, w takim razie... dobranoc - rzucił, i wykonał ruch z kierunku Diany, ale potem tak jakby  zrezygnował. Uśmiechnął się jeszcze do mnie i ruszył do drzwi. Ruszyłam się z miejsca, ale w tej chwili Niall wrócił, podszedł do Diany i cmoknął ją w policzek.

- Do jutra - powiedział z szerokim uśmiechem i zamknął drzwi. Diana stała nadal w tym samym miejscu, czerwona jak burak, i trzymała się za policzek.

- No no Diana, chyba ktoś się tu zakochał.
Diana prychnęła i zachichotała nerwowo.

- No coś ty. Chodźmy lepiej spać...

- Dobry pomysł. Dużo wrażeń jak na jedną noc.



 
                                                                               ***



Gdyby nie tamta noc, na następny dzień na spotkaniu z psychologiem nic bym nie powiedziała. Więc można powiedzieć, że to jej zawdzięczam to, że pozbierałam się. Codziennie wieczorem czytałam list od Caroline, Zayna i Harry'ego. Bardzo mi to pomagało, bo przypominało mi dla kogo muszę być silna, a teraz do tej trójki dołączyła także Diana.
Co noc usypiałam przytulona do swetra Hazzy. Kiedy to robiłam, żaden koszmar mi się nie śnił. To też sprawiało, że w ciągu dnia czułam się o wiele lepiej.



_____________________________________________________________

BARDZO DZIĘKUJEMY

za tyle komentarzy to naprawdę bardzo motywuje

DZIĘKUJE jeszcze za prawie 30.000 wyświetleń to jest... Jejku brak mi słów

KOCHAM WAS, KOCHAM WAS, KOCHAM WAS, KOCHAM WAS

chciała bym wam jeszcze powiedzieć, żebyście za tydzień przeczytali uważnie opis pod rozdziałem , żeby później nie było pretensji. ~Angelika

Kocham was ~Maja


EDIT: Minimum 5 komentarzy i pojawi się rozdział za tydzień w sobotę 

19 kwi 2014

Rozdział 46

Chcecie że bym dodała spojlery było by ich 12 i taka mała trudność była by dla was bo połowa jest prawdziwych a druga fałszywe, więc mam nadzieje że będziecie chcieli bo naprawdę się starałyśmy. Proszę Odpowiedzcie w komentarzu.

____________________________________________________________________
Naszą rozmowę przerwało głośne pukanie do drzwi. Diana szybko wytarła łzy, a w drzwiach pojawiła się głowa nieznajomego chłopaka.

- Hej dziewczyny, dyrektorka każe zejść wszystkim na dół na salę spotkań. Diana, zaprowadzisz Angel? - zapytał.

- Jasne.
Chłopak uśmiechnął się i wyszedł.

- Kto to był? - spytałam.

- Jeden z wolontariuszy.
Sposób, w jaki Diana zareagowała, kiedy zapukał dawał mi pewne wątpliwości co do tego, czy był to "jeden z".

- Podoba Ci się, prawda? - dałam jej kuksańca.
Diana prychnęła i zachichotała nerwowo.

- No coś ty.

Purpurowy odcień jej twarzy mówił co innego, ale nie chciałam drążyć tematu żeby nie wprawiać ją w jeszcze większe zakłopotanie.

- To jak, idziemy?


                                                                     


***


aaaaa ŚLICZNY GIF MOIM ZADANIEM ~ Angelika 
- Witam wszystkich! Chciałabym, żebyście wszyscy bardzo ciepło przywitali nową pacjentkę naszej kliniki.

Dyrektorka dała mi znak, żebym się przedstawiła. Wstałam z krzesła i nerwowo rzuciłam:
- Cześć wszystkim, jestem Angel Black, ale błagam Was, mówcie mi Angie.


Cała grupa odpowiedziała mi zgodne "cześć Angie", a Diana uśmiechnęła się do mnie ciepło. To znaczy tak mi się wydawało, dopóki zza moich pleców nie wyłonił się ten sam blondyn wolontariusz, który poinformował nas o zebraniu. To teraz na pewno jej uwierzę, że jej się nie podoba.

Z początku wyglądało to tak, jakby chciał podejść do Diany, ale w ostatnim momencie zmienił kierunek, nerwowo pocierając kark. Normalnie jak nastolatkowie.

- Liczę na to, że dobrze przyjmiecie tutaj Angel - rzuciła jeszcze dyrektorka i wyszła.

Rozejrzałam się po grupie ludzi, która przypatrywała mi się jakby z wyczekiwaniem. Nie miałam bladego pojęcia, o co im chodziło.

- Jeśli się nie obrazicie, ja już pójdę do pokoju - powiedziałam i poszłam na górę.

Diana nie poszła ze mną, ale wprawdzie nie przeszkadzała mi chwila samotności. Kiedy znalazłam się już u siebie, zabrałam się za rozpakowywanie. Na samym wierzchu trafiłam na szary sweter Harry'ego. Musiał mi go wsadzić, kiedy nie widziałam. Podniosłam materiał i zamknęłam oczy, rozkoszując się jej dotykiem i wyobrażając sobie, ile razy ściągałam go z Hazzy. Nagle zauważyłam, że pod swetrem znajduje się koperta.

Usiadłam na łóżku i rozkleiłam ją. Rozłożyłam kartkę i zaczęłam czytać:

"Hej Angie! Mamy nadzieję, że kiedy do nas wrócisz będziesz czuć się o wiele lepiej. Szczerze Ci tego życzymy, bo brakuje nam Twojego ślicznego uśmiechu. Teraz każdy napisze coś od siebie.


                                                                             Caro


Jako że jestem Twoją najlepszą przyjaciółką pozwolili mi, abym to ja napisała pierwsza. Chcę, żebyś wiedziała, że jest mi strasznie głupio. W ostatnich dniach, kiedy najbardziej mnie potrzebowałaś, ja nie byłam w stanie Ci pomóc. Teraz mogę Ci tylko obiecać, że kiedy wrócisz będę się bardziej starać. A poza tym, komu będę opowiadać co robiliśmy z Zaynem i nie będę mogła dopytywać się co u Ciebie... Strasznie brakuje mi tych naszych babskich wieczorów. Zanim poznałaś Harry'ego, praktycznie całe dnie spędzałaś u mnie. Tęsknie za tym i za tobą. Strasznie. Ocho, już chcą mi wyrwać długopis. Jeszcze raz tęsknie i BUZIACZKI  :* 



                                                                             Zayn

Cześć, mała! Słuchaj, nie będę się rozpisywać bo za chwilę Harry urwie mi łeb, naprawdę. Mam nadzieję, że nie zwariujesz tam. No bo kogo będziemy wyciągać pijanego z imprez??Będę tęsknić za tobą, bo jesteś moją najlepszą przyjaciółką i kocham Cię jak własną siostrę. Ale wciąż chcę żyć, więc ode mnie tyle. Do zobaczenia niedługo. 


                                                                             Harry


No nareszcie mogę coś napisać. Chciałbym Ci napisać, że to ja będę najbardziej tęsknił (choćbym nie wiem jakie bzdety pisali Ci na górze). Za tym, jak przytulasz mnie, jak patrzysz na mnie, jak się uśmiechasz i jak robią Ci się dołeczki w policzkach. Ale za jednym nigdy, przenigdy nie będę tęsknił. Za Twoimi łzami. Chyba że będą one ze szczęścia. Zawsze będę Cię ratował, kiedykolwiek będziesz tego potrzebować. Jesteś najlepszym, co mogło mi się przydarzyć.

Kocham Cię tak mocno, że to aż boli. Nie zapominaj o tym NIGDY.
                                                                                         Kocham,Twój Harry x.
KOCHAMY CIĘ SKARBIE "


Czytałam to już chyba z dziesiąty raz, a i tak łzy spływały po moich policzkach. Tak Harry, to były łzy szczęścia. Jeśli ten list nie był dostatecznym dowodem na to, że muszę być silna, to już nie wiem co by nim mogło być.


Ten list to najmilsza i najwspanialsza rzecz, jaką kiedykolwiek dostałam od kogokolwiek.


                                                                         ***


Ze względu na mnie godzina kolacji została przesunięta o godzinę, ale nikt nie narzekał. Kiedy już zjedliśmy kolację wróciłam z Dianą do pokoju. Dyrektorka kliniki już tam była, przez co o mało nie doprowadziła mnie do zawału.

- Diano, czy mogłabyś zostawić nas na chwilkę same?

- Tak, oczywiście.

Diana wyszła, a dyrektorka gestem wskazała, żebym usiadła.

- Angel, jest taka mała sprawa. Jutro będzie Twoja pierwsza grupowa sesja z psychologiem. Uznałam, że to będzie najlepsza pora, abyś powiedziała o swoim... problemie. Im szybciej się otworzysz i podzielisz się tym, co Cię gnębi, tym szybciej Ci pomożemy.

- Dziękuje pani, przemyślę to.

- W takim razie ja już więcej Wam nie przeszkadzam. Życzę miłej nocy.

- Dobranoc - odpowiedziałam, i dyrektorka wyszła. Za chwilę do pokoju wróciła Diana. Popatrzyła na mnie, jakby upewniając się, że wszystko w porządku.

Przebrałam się w piżamę, Diana zrobiła to samo. O nic nie pytała. Ułożyłam się na materacu i przytuliłam do piersi sweter Harry'ego. Zastanawiałam się, czy tej nocy także przyśni mi się koszmar.

W nocy przebudziłam się, zlana potem. Pamiętałam tylko jakieś urywki... moja mama w kałuży krwi... ja trzymająca pistolet... potrząsnęłam głową i po cichu przeszłam przez pokój, chcąc wziąć butelkę wody. Spojrzałam na łóżko Diany, ale okazało się być puste. Troszkę się przestraszyłam, ale przecież mogła iść tylko do łazienki. Podeszłam do drzwi i uniosłam rękę, żeby zapukać, ale drzwi wcale nie były zamknięte. Uchyliłam je odrobinę i wyszeptałam:

- Diana?

Kiedy nie uzyskałam odpowiedzi, otworzyłam je na całą szerokość. Ale to, co zobaczyłam wcale mnie nie ucieszyło. Diana siedziała na wannie, Jedną rękę trzymała na umywalce, a w drugiej lśniła srebrna żyletka.




______________________________________________________

Mam nadzieje, że rozdział się spodobał. A no i pojawił się nowy chłopak, i uprzedzam wasze pytania tak to będzie Niall.

I jeszcze raz proszę o komentarz czy chcecie spojlery czy nie za bardzo

Chciałabym was zaprosić na bloga naszej czytelniczki i siostry mam nadzieje, że zajrzycie.



MINIMUM 5 KOMENTARZY I NASTĘPNY ROZDZIAŁ JUŻ W SOBOTĘ 

12 kwi 2014

Rozdział 45

Na jednym z łóżek siedziała śliczna blondynka, która wstała i podeszła do mnie, kiedy weszłam do pokoju.

- Ty jesteś Angel, prawda? Miło mi Ciebie poznać, ja jestem Diana



. Wychodzi na to, że będziemy razem w pokoju.
Potrząsnęłam lekko jej smukłą dłonią w duchu skacząc z radości, że trafiłam na sympatyczną dziewczynę, a nie jakiegoś dziwoląga.

- Skąd wiesz, jak mam na imię? - spytałam na wszelki wypadek.

Domyślałam się, że poinformowali ją o tym, że ktoś będzie z nią w pokoju. Na żadnym z łóżek nie było należącej do Diany walizki, przypuszczałam więc, że jest tu dłużej ode mnie.


- Dyrektorka ośrodka powiedziała mi dzisiaj rano. No a poza tym Twój chłopak tutaj był i trochę opowiadał mi o tobie.

Zaskoczyła mnie tym trochę bo nie przypominałam sobie, żeby Harry opuszczał mnie dzisiaj chociażby na krok. Ale z drugiej strony to Harry, po nim można się wszystkiego spodziewać.

-A co takiego o mnie mówił? - zapytałam niby od niechcenia. Bałam się, że Diana będzie wiedzieć o mnie więcej niż bym sobie tego życzyła.

- Nie za wiele, ale wystarczająco dużo żebym zorientowała się, że on Cię bardzo kocha.

- Naprawdę? - spytałam, przywołując sobie wspomnienie Harry'ego. Szkoda że tylko wspomnienie, stanowczo wolałabym żeby był tu teraz ze mną. Ale,koniec końców, sama doprowadziłam do takiej sytuacji.

Diana potaknęła pewnie głową.

- No więc tak: ja śpię tam - wskazała jedno z łóżek - więc tobie zostaje tylko jedna opcja - uśmiechnęła się.

Rzuciłam walizkę na moje łóżko i usiadłam tuż obok niej.

- Ale wystrój... - mruknęłam ironicznie pod nosem.
Diana siadła na brzegu swojego łóżka i roześmiała się na moją uwagę.

- Przynajmniej po ścianach nie chodzą karaluchy, a w wannie nie śpi szczur.

Parsknęłam śmiechem.

- No tak, masz rację.

- Przepraszam, że od razu wyskakuję z takim pytaniem, ale... jak tu trafiłaś?

- To Harry nic Ci nie mówił? - zdziwiłam się.

- Powiedział, że jeżeli chcę wiedzieć to powinnam zapytać Ciebie. Stwierdził, że on nie ma prawa za Ciebie decydować i to ty uznasz, czy chcesz się ze mną tym podzielić, czy nie.

- Ojejku.

- Wiesz Angel, nie chcę naciskać... ale im szybciej wyrzucisz to z siebie, prędzej Ci pomogą. Ja też tak miałam na początku. Nie chciałam rozmawiać z psychologiem ani w ogóle kimkolwiek tutaj. Ale wiesz co? W końcu wydusiłam to z siebie.

Od razu stwierdziłam, że podziwiam Dianę. Za tą odwagę, której mi brakowało. Ale ja naprawdę nie chciałam jeszcze nikomu o tym opowiadać, za bardzo to bolało. Chociaż Diana wydaje się sympatyczna, nie chcę się z nią dzielić tak... intymnymi problemami. Albo jeśli wolicie, wstydziłam się tego, co zrobiłam i co niejednokrotnie miałam potem zamiar robić.

- To co? Jaka jest Twoja decyzja? - spytała, przechylając lekko głowę w bok.

- Przepraszam... ale nie.

- No coś ty, nie przepraszaj. To twoja decyzja i ją szanuje.

Nie dość że odważna, to wyrozumiała.

- A tak zmieniając temat... - zaczęła - ten Harry... tak? To niezłe z niego ciacho!

- Oj taak, jest przystojny, mądry, kochany, zawsze umie mnie pocieszyć, rozumie mnie... nie to co Lucas. - sama nie wiem po kiego w ogóle wspomniałam o Grancie.


- A ten Lucas to kto? Drugi chłopak?

Ta myśl tak bardzo mnie rozbawiła, że padłam na łóżko i zaczęłam się śmiać na cały głos. Po chwili Diana ściągnęła moją walizkę na podłogę i położyła się obok mnie. Dźgnęła mnie palcem w bok, mówiąc:

- No dalej, opowiadaj.

- Naprawdę wątpię czy byś chciała tego słuchać. Moje życie jest cholernie nudne.

- Nudne? Z tym kolesiem? No jakoś ci nie wierzę...

- Wciąż jednak twierdzę, że zanudzę Cię na śmierć.

- Proooooszeeeee - wołała Diana, dopóki nie zgodziłam się.

- Okej, okej. Ale żeby nie było słuchasz tego na własną odpowiedzialność.

Więc zaczęłam opowiadać od samego początku, czyli od wspólnego projektu z Harrym. Wspominając to miałam wrażenie, że to działo się w poprzednim życiu. W pewnej chwili wciągnięta na maksa w moją historię Diana uniosła palec.

- Mogę o coś zapytać?

- Wal śmiało.

- Skoro to Lucas był przy tobie, i podobał Ci się, a ty jemu to czemu teraz nie jesteście razem?

- Później Luka prawie się mną nie zajmował. Barcelona wszystko zmieniła. Byliśmy tam na dwutygodniowej wycieczce z całą klasą... i tam z nim zerwałam. Kluczową rolę w tym odegrała Lucy River.

- Imię i nazwisko ma jak prawdziwa suka - skomentowała ze śmiechem Diana.

- Masz stuprocentową rację - uśmiechnęłam się. - Lucas często nad sobą nie panował, parę razy nawet mnie uderzył.

Sami zauważyliście, że parę szczegółów przemilczałam. No i kiedy w końcu doszłam z moją opowieścią do dnia dzisiejszego, byłam po dwóch butelkach wody mineralnej, mimo to język miałam jak kołek.
Diana dotknęła lekko mojego ramienia.

- Wiesz Angel, podziwiam Cię. Bardzo dużo przeszłaś, ale nie dałaś się. I było warto, chociażby dla tego... Harry'ego.

- Dla niego jestem w stanie wszystko zrobić.


Diana podparła brodę ręką i spojrzała się na mnie rozanielonym wzrokiem.


- Jak ja bym chciała się tak zakochać... - westchnęła.

- Żartujesz?! Diana, czy ty zdajesz sobie sprawę z tego, jaką śliczną dziewczyną jesteś?

Diana zaczęła oglądać paznokcie i mruknęła ledwo słyszalnym głosem:

- Gdyby tak było, to nie byłabym sama.

- Ale nie jesteś sama! - wykrzyknęłam i przytuliłam ją mocno - Patrz, ja tutaj jestem i na razie nigdzie się nie wybieram.

Kiedy Diana podniosła głowę, w jej oczach szkliły się łzy, ale na ustach widniał śliczny uśmiech.

- Dziękuje - szepnęła.


__________________________________________________________________

Jednak dodałam chociaż było BARDZO mało komentarzy bo tylko 3.
Co myślicie o nowej bohaterce jak myślicie zostanie w tym opowiadaniu na dłużej czy nie?

CHCIAŁAM WAM BARDZO ALE TO BARDZO PODZIĘKOWAĆ ZA 25534  WYŚWIETLEŃ ZAKŁADAJĄC TEGO BLOGA NIE SĄDZIŁYŚMY ŻE AŻ TYLE OSÓB WEJDZIE NA NIEGO.

CHCIAŁABYM WAM WSZYSTKIM PODZIĘKOWAĆ Z OSOBNA
KOCHAMY WAS :* ♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡
Ps. Wpadłam na taki pomysł, że jak będzie minimum 5 komentarzy pod rozdziałem ja będę dodawała rozdział w SOBOTĘ 

1 kwi 2014

Prima Aprilis


PRZEPRASZAM, to miał być głupi żart a nie wywołać łzy wiem przepraszam, to strasznie przyjemne że ktoś tak lubi nasz blog. DZIĘKUJEMY WAM ZA TO I WAS OGROMNIE KOCHAMY.


Ale na pocieszenie mogę wam powiedzieć co Maja dziś zrobiła w obronie naszych cudownych Aniołów (1D).
~Chłopaki siedzieli na przerwie i jak przechodziłyśmy koło nich jeden z nich powiedział "JEBAĆ ŁAN DAJREKSZYN". Ja jednego zaczęłam gonić, no chciałam go walnąć, ale mi uciekł i kiedy wróciłam, Maja normalnie sobie przy nich stała i ja się spytałam czy jeszcze oni mają coś do powiedzenia. Jak już miałyśmy wracać któryś z tych gości znowu powiedział "JEBAĆ ŁAN DAJREKSZYN",  więc Maja "bohaterka naszych aniołków" podeszła do gościa i walnęła mu z liścia. Myślałam, że tylko mu coś powie a ona naprawdę go walnęła. Tak się śmiałam że myślałam że nie wytrzymam. No ale gościu wyglądał jak koń więc nie wiem co on od 1D chce skoro oni wyglądają lepiej 10000 razy lepiej.~
A wam przydarzyło się coś podobnego kiedyś

+ Jeśli możecie i macie twittery podajcie je pod tym postem bo chciała bym was zaobserwować.  






Zawieszamy Bloga

Słuchajcie skarby. Nigdy nie sądziłyśmy że to zrobimy. Myślałyśmy, że po prostu zakończymy opowiadanie tak jak to miałyśmy w planach. Ale mamy już tego dość. Oficjalnie blog zostaje zawieszony nieodwołalnie. Dziękujemy, że z nami byłyście, to dla nas wiele znaczy. Pisząc to płacze jak bóbr bo wiele razy myślałam nad tymczasowym zawieszeniem bloga, po tym jak obgadałam to z Mają, to będzie chyba najlepsza decyzja jaką podjęłyśmy i zarazem NAJGORSZA. Kochamy was z całego serca i mamy nadzieje, że nie będziecie smutni z tego powodu.

JESZCZE RAZ KOCHAMY WAS I ŻEGNAMY :*




30 mar 2014

Rozdział 44

Dedykuje ten rozdział Ali z aska  Mai 

Maja zdradziła ci troszkę z opowiadania co będzie wkrótce.

________________________________________________________

*** Perspektywa Angel ***

Obudziłam się i spojrzałam na Harry'ego siedzącego na parapecie. Wstałam i podeszłam do niego. Chyba mnie zauważył w szybie, bo jak mi się zdawało otarł łzę z policzka i powiedział:

- Dzień dobry Aniele, jak się spało – powiedział z udawanym uśmiechem.

- Dobrze, ale... chwila jak mnie nazwałeś? - spytałam się ze zdziwieniem.Ok może mam na imię Angel, ale to nie znaczy że jestem Aniołem. 

- Aniele, a co coś źle powiedziałem? Dla mnie zawsze będziesz Aniołem... Moim Aniołem.

- Dziękuje, ale nie jestem pewna czy można mnie nazwać Aniołem.

- Można, bo nim jesteś.

Podszedł do mnie i mocno przytulił. Czułam się przy nim bezpiecznie, ale i tak nie mogłam odsunąć od siebie myśli, że mogłabym się znowu pociąć. TO JEST CHOLERNIE TRUDNE. Jak mam nie myśleć o tym skoro ciągle czuje to cholerne uczucie, że nie jestem tu potrzebna. Zawszę myślałam, że matka bierze narkotyki, bo nie może już wytrzymać tego, że ojciec pije ale później zrozumiałam że jest uzależniona. Ja nie chciałam się uzależnić od tego tak jak mama od prochów czy tata od alkoholu. Wiedziałam, że mogę zranić tym dużo osób. I to właśnie było najgorsze, powiedziałam Harry'emu że tego nie zrobię, ale coraz bardziej zdawałam sobie sprawę, że go okłamuje .

- Pójdę po jakiś koc i sobie pooglądamy jakąś komedię, co o tym sądzisz? Aniele – powiedział to i uśmiechnął się zadziornie 

- Zgoda. Koc jest w ostatniej szufladzie w moim pokoju, wiesz tam gdzie trzymam czasami czyste zeszyty.

Harry poszedł, a ja usiadłam na kanapie, miałam tylko wielką nadzieje, że Harry nie sięgnie pod łóżko i zauważy żyletki.


*** Perspektywa Harry'ego ***

Wziąłem koc, ale coś przykuło moją uwagę. Był to zeszyt, różowy zeszyt, ale kiedy go otworzyłem stwierdziłem, że to NA PEWNO nie jest zeszyt tylko pamiętnik mojej dziewczyny. Nie chciałem go czytać, ale w takiej sytuacji jakiej znajduje się Angel nie mogę ryzykować, że znowu się potnie. Schowałem pamiętnik na swoje miejsce i wróciłem do salonu, ale jedynie po to żeby powiedzieć Angie, żeby wybrała film a ja pójdę do łazienki. 

To co przeczytałem wryło mnie w ziemie, Angel opisywała tu całe swoje życie. Jak jej ojciec pił, jak matka ćpała no i także jest fragment jak jej brat ją molestował. Miałem łzy w oczach. Nie sądziłem, że przeżyła tak dużo. Było także opisane jeden dzień z jej „pracy”. Nie mogę uwierzyć co te jebane chuje robili mojej Angel jak oni mogli ją tak krzywdzić gdybym spotkał któregokolwiek z nich tak bym z nimi „porozmawiał”, że własna matka by ich nie poznała. Nawet nie zorientowałem się jak pojedyncza łza spadła na kartkę pamiętnika. W pamiętniku był też opisany dzień jak pan Carlos przyłapał ją na pisaniu karteczek z Caro było tam coś o pracy w "Kapitanie Klopsiku" i o tym jak Lucy podstawiła jej nogę. Nie sądziłem, że ją to tak bardzo zabolało. Pamiętam ten moment jak by to było wczoraj. 

~Angel wybiegła z płaczem, a ja poprosiłem pana Carlosa, żebym mógł wyjść i poszukać jej. Zgodził się, więc wyszedłem jak najszybciej. Zrobiłem parę kroków i zobaczyłem jak czyjeś ramie wystaje zza rogu. Wiedziałem, że to ona. Skręciłem i popatrzyłem jej prosto w oczy niestety ona nie chciała na mnie spojrzeć.

- Angel... dlaczego uciekłaś – powiedziałem ciepło i w moim głosie można było usłyszeć troskę, ale ona tylko westchnęła i powiedziała:

- Po co tu przyszedłeś? 

- Po prostu się Ciebie martwię. I chciałem przeprosić za zachowanie Lucy. To było podłe.Martwiłem się o nią w tamtej chwili. Podobała mi się już od pierwszego dnia kiedy przyszła do szkoły, ale nie mogłem nic zrobić bo byłem z Lucy.

- Ta, jasne. Bo Ci uwierzę. Coś jeszcze? - powiedziała oschle.

- Powiedz mi Angel... - powiedziałem i podszedłem do niej jeszcze bliżej – Dlaczego tak trudno jest mi Ciebie rozgryźć? Ja naprawdę nie mam wobec Ciebie złych zamiarów. 

- Wiesz co, Harry? Jesteś żałosny ty naprawdę sądzisz, że uwierzę w te twoje ckliwe teksty? Jeśli tak, to bardzo się mylisz – nie mogłem uwierzyć, ze nie wierzyła mi, ale kiedy wypowiedziała moje imię motyle zaczęły mi latać po brzuchu jak oszalałe. To dziwne bo nigdy wcześniej się tak nie czułem. Ale kiedy się spostrzegłem jej już nie było.~

Siedziałem tam już tak długo, że Angel zaczęła chyba się martwić, bo kiedy podniosłem głowę ona stała tam z założonymi rękami i przyglądała mi się uważnie.

- Przepraszam, wiem nie powinienem. Angel ja... - nie zdążyłem dokończyć bo mi przerwała.

- Nie musisz przepraszać, nic się nie stało. - podeszła do mnie i położyła mi głowę na ramieniu.Pamiętnik był otworzony na ostatniej stronie. Zdążyłem przeczytać wszystko.

- Naprawdę ciągle myślisz o tym... no wiesz...

- Żeby się pociąć? Tak i to mnie przygniata jak by ktoś mi dał 3 tonowy głaz.

- Nie martw się przejdziemy przez to razem. Dobrze – powiedziałem z troską w głosie.


                                                                                ***

Po obejrzeniu filmu chciałem porozmawiać z Angel o tej klinice, ale kiedy spojrzałem na nią ona spała słodko. Nie mogę uwierzyć, że jest moja nareszcie, a I tak będę musiał ją zostawić. Wziąłem ją za rękę I dotchnąłem jej ran na nadgarstku. Chyba to poczuła, bo obudziła się I szybko zabrała rękę. 

- Przepraszam, nie chciałem.

- Przestraszyłeś mnie. 

- Przepraszam.

Angel uśmiechnęła i pocałowała mnie.

- Coś cie gryzie. Mi możesz powiedzieć wszystko, wiesz o tym? Prawda?

- Tak, ale... no więc tak, wiem że myślisz o tym i jest ci ciężko. Zayn znalazł klinikę Rosecleave tam ci pomogą i nie będziesz się tak męczyć jak teraz. Przemyśl to bo wiem że będzie ci ciężko, ale tam ci pomogą a będziesz tam tylko 2 tygodnie.

- A ty, co o tym myślisz? - spojrzała mi w oczy tak jakby chciała ode mnie potwierdzenia, że chce jej pomóc.

- Wiesz, że cie kocham i chce dla ciebie jak najlepiej. Proszę pomyśl o tym.

- Nie muszę o tym myśleć, bo jeśli ty chcesz żebym tam pojechała i pomogła sobie, to tak zrobię. 

Przytuliłem ją i zamknąłem oczy żeby się nie rozpłakać.



                                                                                   ***


***Perspektywa Angel***

Stojąc przed kliniką z Harrym bałam się, że to nic nie da, ale przecież można było spróbować. Weszliśmy do środka i od razu stwierdziłam, że może jednak mi się uda z tego wyjść.

- Jestem pewien, że tu ci będzie dobrze. Odpoczniesz trochę od tego... no wiesz. Po tym co się stało. - powiedział Harry łapiąc mnie za nadgarstki i powoli kierował dłonie do moich, żeby je spleść. 

Przytuliłam się do niego tak mocno jak tylko potrafiłam, a jego ręce oplotły moje ciało tak jakby chciał mnie ochronić przed całym światem. 

- Dziękuje, dziękuje ci za wszystko co dał mnie zrobiłeś. Kocham cię za to - powiedziałam i pocałowałam go w policzek.

- Dobrze Angel, chodź zaprowadzę cię do psychologa porozmawiasz z nim. Tylko w taki sposób możemy ci pomóc.

- Dobrze już idę. - powiedziała i wtuliłam się w tors Harry'ego.

- Jeszcze raz, dziękuje.

Wzięłam walizkę i ruszyłam za nią. Jeszcze raz spojrzałam na Harry'ego. Był smutny, nie chciał tego okazywać, ale nie udało mu się ukryć przede mną co czuje.

Pielęgniarka zaprowadziła mnie to gabinetu psychologa, aby ten stwierdził co mi jest, ale przed tym musiałam mu opowiedzieć wszystko co w moim życiu dotychczas się działo a tego nie chciałam. Siedziałam tam i patrzyłam się w ścianę jak bym postradała zmysły.

Po nieudanych próbach wyciągnięcia ze mnie co się stało. 

- Teraz zaprowadzę cię do Twojego pokoju, weź walizkę i chodź za mną. - powiedziała pielęgniarka. 

Szłam korytarzem budynku, który z zewnątrz wydawała się bardziej okazalszy niż w środku. Weszłam do pokoju w którym znajdowało się:Dwa Łóżka i Łazienka. 

Stwierdziłam, że będzie to moim zbawieniem albo istnym koszmarem. Ale jeśli mają mi tu pomóc muszę sama chcieć tej pomocy, a BARDZO chcę żeby mi pomogli chce być silna dla Moich przyjaciół i Harry'ego.

__________________________________________________________
No i jest. Nareszcie go napisałam mam nadzieje że wam się spodoba bo napracowałam się nad nim.

Maja uważa że jest genialny a raczej sam początek po tylko to przeczytała. nie jestem aż taka tego pewna bo ja uważam, że jest do kitu ostatni w ogóle nie mam weny, a ten rozdział jest w jakiś sposób dla mnie ważny bo opisywałam tu swoje emocje. 

Przepraszam, że nie dodałam wczoraj, ale dopiero teraz skończyłam pisać rozdział.

PS. Nie powinnam dodawać rozdziału bo było tylko 9 komentarzy (pamiętajcie moje się nie liczą) no ale co tam 

Ps2. MAMY 23322 wyświetleń DZIĘKUJEMY

22 mar 2014

Rozdział 43

Nie wiem czy ktoś czyta w ogóle notkę pod rozdziałam więc tu się zapytam. Czy czytacie coś z fanpage bloga czy nie za bardzo? Bo wiecie nie ma sensu  prowadzić stronki której nikt nie odwiedza.


____________________________________________________________________
- Czego tu chcesz? – zapytałam zła.

- Chciałam Ci tylko powiedzieć… żebyś się odpieprzyła od Harry’ego. Taka dziwka jak ty nie zasługuje na niego. W ogóle nie powinnaś się urodzić. Harry Cię nie kocha.
Lucy sprawiała wrażenie strasznie zdesperowanej, mimo to jak nikt inny potrafiła mnie wyprowadzić z równowagi.

- Przestań i weź wyjdź stąd! - krzyknęłam, pokazując jej wyjście.
Lucy roześmiała się tym swoim słodkim chichotem, od którego mnie mdliło.

- Co my tutaj mamy… - podeszła do łóżka i złapała mnie za zabandażowaną rękę. – No nie, dziwka się pocięła. Szkoda, że nie umarłaś. Ja powinnam być z Harrym, a nie TY – wypowiadając to wbijała mi paznokcie w nadgarstek. – Nienawidzę Cię.

Ze łzami w oczach wyszła, a ja szybko złapałam się za bolący nadgarstek. Chciałam sprawdzić, jak wygląda moja ręka, więc wstałam i chwiejnym krokiem poszłam do łazienki. Zaczęłam odwijać bandaż. Z każdą kolejną warstwą była bardziej widzialna niewielka plama krwi. Po zdjęciu materiały zauważyłam, że Lucy zostawiła mi ślady po swoich paznokciach. Nawet gruby bandaż nie pomoże na takie... coś czym jest Lucy.



                                                                            ***


Do końca dnia zostało parę godzin, więc strasznie się nudziłam w szpitalu. Zjadłam „obiad”,  który smakował jak papka dla psa i niewiele lepiej wyglądał. Odesłałam Harry’ego znowu do domu. Nie mogłam patrzeć na to, jak  bardzo zmęczony był ciągłym siedzeniem przy mnie. Oczywiście był gotów się kłócić ze mną o to, ale w końcu stanęło na moim. Nie powiedziałam mu o wizycie Lucy. Nie chciałam mu przysparzać jeszcze więcej zmartwień.

Włączyłam telewizor, akurat miałam trochę drobniaków. Włączyłam wiadomości. Reporter zdawał relację z wypadku w naszym mieście. Sekundę później dotarło do mnie, że mowa o mojej mamie. Szybko przełączyłam kanał, mimo to wspomnienie zostało. Obejrzałam jakąś komedię romantyczną, byleby tylko nie myśleć wciąż o tym samym.
O tym, że gdybym się zabiła, wszystkim byłoby lepiej.
Kiedy się obudziłam, zobaczyłam małego misia na szafce. Podparłam się na łokciach i zobaczyłam Zayna i Caro. Chyba chcieli akurat wyjść, więc obudziłam się w odpowiednim momencie.

- Hej skarbie, jak się czujesz? – zapytała Caroline, siadając koło mnie na łóżku.

- Teraz dobrze, wczoraj no… trochę bolało.

- Oj moja bidulko… Co się stało?

- Caro, wiesz… Wątpię żeby Angel chciała teraz o tym mówić – opowiedział jej Zayn, stając za nią i kładąc jej ręce na ramionach.

- Ok... jak chcesz. Nie będę naciskać.

- Lucy tu była – powiedziałam na jednym tchu, spuszczając wzrok.

- Co? Co chciała? Coś Ci zrobiła? – pytali na przemian.

- Nie, wszystko  OK... tylko trochę nawrzeszczała na mnie o to, że jestem z Harrym.

- Co ty gadasz? Ta blond lafirynda jeszcze nie dała Ci spokoju? – zapytała zaskoczona Caro. - I co jej powiedziałaś?

- Nic, była bardzo zdenerwowana. Gdybym cokolwiek powiedziała, jeszcze bardziej by się wściekła. Zdaje mi się, że była naćpana, więc wolałam nie ryzykować.

- Dobrze zrobiłaś – stwierdził Zayn.

- Boże, ale ona się stoczyła... - skomentowała Caroline – Narkotyki? No ale co się dziwić, skoro obraca się w takim towarzystwie jak Lucas to można ją już chyba o wszystko podejrzewać.
Rozmowa się ucięła, bo akurat wszedł Harry.

- Hej! – powiedział do Zaro, zaskoczony ich obecnością. - Cześć kotku – wymruczał i pocałował mnie. – Gotowa?

- Prawie, muszę się jeszcze tylko przebrać.
Zaro i Harry wyszli, szybko się przebrałam. Chwilę później przyszłą pielęgniarka z wypisem. Wzięłam torbę i ruszyliśmy do wyjścia.

Wynegocjowałam z Harrym, że to popołudnie będę jeszcze u siebie w domu. Miałam spakować wszystko to, co chciałam stąd zabrać. Wieczorem miał po mnie przyjechać. Tak więc ostatnie godziny w domu, w którym tak wiele się wycierpiałam. Tyle złych wspomnień….
Wprawdzie czasu miałam niewiele, ale nic mi się nie chciało. Włączyłam TV na stację muzyczną. Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie kanapki. Położyłam się na kanapie i oglądałam na MTV „Inna”. Mój wzrok przykuło zdjęcie moje, mamy taty i Seana. Ja miałam 5/6 lat. Wtedy wydawało mi się, że wszystko jest dobrze, mam pełną, wspaniałą rodzinę. Tyle że nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to co robił mój brat wcale nie było dobre.

Sean, kiedy tylko rodziców nie było w domu, wyzywał mnie kiedy coś źle zrobiłam. Jeśli nie zrobiłam czegoś, na co on miał ochotę, on… po prostu mnie molestował… dotykał mnie. Macał po tyłku i po piersiach. To było obrzydliwe. Byłam jeszcze mała, myślałam że to jest normalne. Że każda dziewczynka w moim wieku doświadcza czegoś takiego w domu.
Kiedyś jak spałam, Sean przyszedł do mnie i zaczął się dobierać. A to tylko dlatego, że zakablowałam do rodziców, że zaprosił kolegów do nas i pili i palili. On wtedy miał 14 lat, a ja 10. To dla mnie było dziwne, nie chciałam nikomu o tym mówić i dusiłam to w sobie. Nie mogłam mu spojrzeć w oczy. Brzydziłam się nim.

Teraz zamiast ubolewać lub być złą na niego za to, że jest w więzieniu ja się cieszyłam. Chociaż mam prawie 19 lat wspomnienie tego, co mi robił było bardzo świeże. Mała łza toczyła ścieżkę po moim policzku. Wstałam z kanapy i usiadłam w roku pokoju, pomiędzy szafą a ścianą. Nawet nie usłyszałam, że ktoś wszedł. Jedynie Harry i Zaro mięli mój klucz, tak na wszelki wypadek. Nie ruszyłam się z miejsca. Nie chciałam, żeby ktoś mnie znalazł, chciałam być sama.
Tylko ja i moje WSZYSTKIE wspomnienia. Kolejny raz przeszło mi przez myśl, że wszystkim byłoby lepiej beze mnie. Że jestem dla nich tylko zbędnym balastem. Że mogłam sięgnąć tą żyletką głębiej.

- Angie, jesteś tu? – usłyszałam głos Zayna, ale nie odpowiedziałam. – Angel? Kochana, jesteś? – powiedział jeszcze raz.

- Tak - odpowiedziałam cichym, ochrypłym głosem.

Wyszłam z kryjówki, a Zayn spojrzał na mnie z politowaniem. Pierwszy raz od dłuższego czasu był sam, bez Caroline. Podeszłam do niego i się przytuliłam.


- Hej mała, nie płacz – powiedział i wytarł mi łzy spływające po policzku.

- Nie umiem. Po Prostu nie umiem. Próbuje być silna, ale nie potrafię. To wszystko jest bez sensu, tak jak moje życie.

- Ale chyba ty nie zrobiłaś tego?! – powiedział przerażony.

- Nie,  j e s z c z e  nie, ale jestem na skraju załamania. Nie potrafię ani spać, ani jeść.
Zayn poszedł do kuchni i po minucie wrócił ze szklanką wody i tabletką.

- Co... co to ? - spytałam

- To środki uspokajające. Będziesz mogła trochę odpocząć.

- Dziękuje Ci – powiedziałam i wzięłam od niego tabletkę i wodę.


*Perspektywa Zayna*

Kiedy Angel usnęła zadzwoniłem do Harry’ego, żeby przyjechał tutaj i zajął się Angel. Bolało mnie, jak ona się zachowuje. Może nie jest moją dziewczyną, ale kocham ją… kocham ją jak siostrę. I przyjaciółkę. Przy okazji zadzwoniłem do Caro, żeby przyjechała po mnie.
Siedzieliśmy we trójkę, opowiadałem im w jakim stanie znalazłem Angel. Zdziwili się, byli przekonani, że jest w lepszym stanie. Inaczej Harry na pewno nie zostawiłby jej samej w tym domu. Miałem pewien pomysł, jak pomóc Angie.

- Co masz na myśli? Chcesz ją wysłać do psychiatryka?! – zawołała Caro.

- Nie, nie, nie, kompletnie nie o to mi chodziło. Jest taki ośrodek, który pomaga takim osobom jak Angel. Osobom, które przeżyły dużo w swoim życiu i nie radzą sobie sami ze swoimi problemami. Jedni się tną jak nasza Angel, inni piją, a jeszcze inni ćpią – mówiąc to spojrzałem się na Harry’ego. Nie patrzył na mnie, tylko na śpiącą niespokojnym snem Angel. Miał łzy w oczach. Słyszał mnie, kiedy mówiłem o narkotykach bo w tej chwili zacisnął mocno oczy. Szybko schował głowę w ręce i potarł nimi twarz.

- Nie wiem, po prostu nie wiem co zrobić. Jeśli ona tam pójdzie, nie będę mógł jej chronić. A co jeśli ona sobie tam coś zrobi? Nie wybaczę sobie tego. I tak to wszystko moja wina.

- Nic nie jest Twoją winą – odpowiedziała Caro.

- Jeśli Angel tu zostanie nie będzie szansy na to, że wszystko wróci do normy. – dodałem. - Tam się nią dobrze zajmą, a wiesz że jest silna. Wytrzymała to, jak Lucas ją bił... i no wiesz, wyzwiska Lucy. Da sobie radę.

- A jak się nazywa ta klinika? – zapytała Caro po chwili milczenia.

- Rosecleave – odpowiedziałem.

- Jak myślisz Harry – Caroline zwróciła się do niego – To dobry pomysł żeby ją tam wysłać?

- To chyba będzie najlepsze rozwiązanie – kiedy to mówił, widziałem wahanie w jego oczach.
Harry wstał od kuchennego blatu. Westchnął głośno i znowu spojrzał na Angel.

- Harry, wszystko będzie dobrze – powiedziała Caro i położyła mu rękę na ramieniu.
Angel poruszyła się gwałtownie i zaczęła krzyczeć przez sen. Caroline pobiegła do niej i zaczęła ją uspokajać.



*Perspektywa Harry’ego*

Kiedy Angel zaczęła krzyczeć, już nie wytrzymałem. Podszedłem do okna i rozpłakałem się. Caroline i Zayn wyszli zgodnie z moją prośbą. Zostałem ja, Angel i pełno moich myśli. Nie wiedziałem co o tym wszystkim myśleć. Angel się pocięła po stracie matki. A co będzie jak ja odejdę? Przecież nie pozwolę jej zrobić sobie czegoś. Ośrodek to jedyne wyjście. Nie wyobrażam sobie, jak zniosę tą parotygodniową rozłąkę. Ja po prostu nie mogę bez Angel żyć, ona jest moim powietrzem. Ale nie mogę być samolubny, nie mogę myśleć tylko o sobie. Angel cierpi, i tylko to się teraz liczy. Musze zrobić wszystko, żeby ulżyć jej w tym bólu. No i przede wszystkim muszę przestać ją ranić. Chociaż świadomość tego, co muszę zrobić była jak głaz przyciskający moje serce. Muszę ją opuścić.
Moja komórka zawirowała lekko. Wyjąłem telefon i przeczytałem wiadomość, od której zmroziło mi krew.



____________________________________________________________________

Wiem przepraszam, że nie dodałam rozdziału wcześniej, ale nie miałam jak bo nie skończyłam go. Ale jeśli nie będę miała jak dodać po prostu go nie dodam. Ten blog miał być tylko rozrywką (tak jakby), a robi się to jak praca (Za którą nam nie płacą).


Ok. Nie wiem czy w ogóle mam  pisać ile ma być komentarzy, bo wiecie zostałam opieprzona za to.


11 komentarzy i następny rozdział w sobotę

Administrator